Ostatnio zaliczyłam nie kupę, nie placek, a cały stos gnoju jako konsument i powoli zaczynam być Zgorzkniałym Dzikiem, który kuje się...

    Ostatnio zaliczyłam nie kupę, nie placek, a cały stos gnoju jako konsument i powoli zaczynam być Zgorzkniałym Dzikiem, który kuje się na cztery nogi zanim zamówi coś ze sklepu internetowego. Mam nadzieję, że nie wszyscy tam byliśmy - w miejscu, w którym zaufanie do jakiegokolwiek miejsca równa się zeru przez chujowe biuro obsługi, kręcenie, nieterminowość, małe kruczki i niesłowność. Grudzień przyniósł mi całą serię niefortunnych zakupów tego typu a wisienką na torcie i definicją najgorszych doświadczeń ze sklepem już na zawsze pozostanie dla mnie Sajo-dog. Po nim jakby wszystko się skrzykneło, żeby nie poprawiać mi nastroju i wrażenia dotyczącego sprzedaży internetowej, wysyłkowej i usługodastwa.
I trwałabym w tym nastroju pewnie jeszcze długo, ale na szczęście trafiłam na Kuroliszkę.

Jest pięknie
Kuroliszka to pierwsza taka firma w kraju, która trafiła w moje gusta. Jej prace to takie miłe dla oka połączenie realizmu z kreskówką, niby na poważnie, ale jednak z przymrużeniem oka, a przede wszystkim pięknie. Piękne są nie tylko projekty, ale też czas realizacji i kontakt z klientem. W zasadzie nie uzgadniałam z nią niczego, podrzuciłam tylko dwa zdjęcia, a dostałąm kwiatek Bzu przy Beziku no i kropeczkę, którą uwielbiam sobie wyobrażać jako tę od Pomysłowego Dobromira. Widać, że zależy jej na klientach, i po ostatnich koszmarnych przeżyciach z innymi firmami byłą to miła, ożywcza odmiana. W odpowiedzi na zapytanie o projekt indywidualny dostałam komplet informacji - co, jak, na czym i za ile. I tutaj moje poznańskie już oko zbielało, bo...

Jest tanio
Za indywidualną grafikę z dwoma Pokemonami + przedmiot zapłaciłam 35 pln + wysyłka. Jako osoba, która obraca się w świecie artystów i zleceniobiorców dalej nie mogę wyjść z podziwu. Do tego piątak z tej kwoty jest przekazywany na Fundację Ratujemy Kundelki. Jeżeli jesteście tak szaleni jak ja, żeby mimo tego rzucić kilka złotówek więcej to cała nadpłata również idzie na fundację.
Akcja stara, chciałam tylko pokazać piękny kubeczek :D 
Jest szybko
Od momentu wysłania zdjęć, do chwili, w której dostałąm grafikę do przyklepania minęła chwila. Szóstego stycznia wieczorem wysyłałam zdjęcia, dziesiątego w okolicach południa był już projekt do klepnięcia. Bez szemrania wprowadzone zostały wszystkie poprawki i następnego dnia kubek został już wydrukowany i wysłany w drogę. Wszystko w naprawdę miłej, serdecznej, ale profesjonalnej atmosferze. Ja starałam się być klientem w krawacie, nieawanturującym się, Kurliszka zaś - cóż. Klasa i kultura, po prostu.

Jest pancernie
Nie próbowałam, ale mogę się założyć, że paczką od Kuroliszki listonosz mógłby grać w piłkę i kubeczkowi nic by się nie stało. Zapakowany jest solidnie w folię bąbelkową i coś co wygląda jak nadmuchane torebki do robienia lodów a jak wybucha to wprowadza Misza w stan przedzawałowy a Bez w dziką radość. Do tego kubeczek zapakowany jest w kartonik, na którym znajduje się naklejka z nadrukowaną grafiką z kubeczka i uważam to za totalnie miłe i odlotowe.
Nie mam pojęcia co zrobię z tym kartonikiem, na razie na niego patrzę. 

O samym kubku
Co tu dużo mówić? Jest super klawy. Podobno można go prać w zmywarce i nie wybucha, nie spiera się też ani nie dzieje się z nim nic niedobrego - nie wiem, nie mam zmywarki to nie przetestuję, aczkolwiek Kuroliszka ma, testowała i donosi, że jest cacy. Kubek towarzyszy mi wszędzie i ogranicza moje spożycie kawy na dobę. Ostatnio gdzieś przeczytałam, że dwa kubki kawy to taka optymalna ilość, po której nie zejdę na zawał. No to piję dwa kubki dziennie.
Każdy 450 ml. 
Natomiast kubek Kuroliszki to standardowy mały kubeczek. Trochę cierpię, bo nie bardzo mogę się już oszukiwać. Z drugiej strony - podobno są plany na wprowadzenie większych więc zacznę znowu. Będę się rozpychać po nie w kolejce. Nadruk na kubku jest odrobinę ciemniejszy niż ten na projekcie, ale nie wpływa to drastycznie na to jak bardzo jest fab. Obczajcie:
Do tego warto jeszcze wspomnieć, że jest to kubek dla praworęcznych. Oczywiście o ile chcecie nim szpanować tak jak ja, popierdalając sobie przez całe biuro dookoła, nadrukiem do ludzi. 

Namiary
Nie muszę chyba mówić, że zachęcam Was do polubienia fanpage i kontaktu z Kuroliszką w celu dostania własnego kubeczka szczęścia. Warto wspomnieć, że oprócz kubków dysponuje ona też innymi przedmiotami, zatem warto przejrzeć całą ofertę - są tam t-shirty, zawieszki na choinkę i inne bajery. 

Fanpage Kuroliszki na Facebooku znajdziesz tutaj: https://pl-pl.facebook.com/Kuroliszka/
Jest również sklep cupsell: https://kuroliszka.cupsell.pl/

Ta recenzja wynikła z chęci podzielenia się opinią o produkcie, który uważam za godny polecenia. Nie jest sponsorowana przez nikogo prócz mnie  samej. :)
A na koniec jeszcze Miszon znudzona tym całym szumem wokół kubeczka, no bo ile można? 
;)

     Niespodzianka! Piątek minął a ja spieszę aby Was nie rozczarować.        Idzie Wielkanoc a siedzenie przy stole rodzinnym, jeżeli w...

     Niespodzianka! Piątek minął a ja spieszę aby Was nie rozczarować.
       Idzie Wielkanoc a siedzenie przy stole rodzinnym, jeżeli wierzyć social mediom, nie dla każdego jest przyjemnością. Więc dla ludzi, którym się ten czas dłuży wyjątkowo spieszę z pakietem ratunkowym - tekstami do poczytania pod zastawionym stołem. Podczas gdy reszta rodziny będzie debatować na temat PiSu, imigrantów i tego kto powinien hajtać się za kogo, kiedy i ile dzieci powinni mieć - tobie dedykuję chwilę błogiej ciszy i ucieczkę w świat tekstów rozrywkowych.
      Iza Łysoń dzieli się radami dotyczącymi fotografowania psów w schroniskach. Rady użyteczne i do zastosowania. Jak wiadomo dobra fotografia jest podstawą sukcesu w tym wypadku - wiele psów ogłaszanych jest w social mediach, na portalach ogłoszeniowych a tam podstawą jest dobre wizualnie przedstawienie zwierzęcia. Od dziś już wiecie jak to zrobić.
     Biegająca z psami natomiast opowiada o seminarium, na które aż żal wydawać pieniędzy - warto zerknąć, żeby wiedzieć jakiej sytuacji unikać... Lub, jeżeli jesteście ciekawi podobnie jak ja, by znać inną stronę opowieści i jeżeli się wybierzecie na seminarium - byliście uprzedzeni.
    Standardowo nie obędzie się bez tekstów ku radości czytania, i tutaj polecam blog Heart Chakry i Partyzantki. Tym razem Heart Chakra opowiada o zachowaniach niewybaczalnych, czyli za co Ru bezwględnie tupta na karnego jeżyka, natomiast Partyzantka dzieli się przemyśleniami na temat spacerów psich.
     I na koniec dwa DIY, pierwszy to PSIgodnikowy przepis na skrzynkę na psie legowisko. Stylowo, klasycznie i pięknie ze stosunkowo niskim nakładem finansowym. Można? Można! Drugi to Pinterestowa kompilacja przepisów na psie ciasteczka.
    I to byłoby na tyle w kwestii tekstów polecanych. Wesołych Świąt!

     Co robią normalni ludzie około godziny pierwszej w nocy? Śpią. Co robię ja? Oglądam livestream z międzynarodowej konferencji SPARCS 20...

     Co robią normalni ludzie około godziny pierwszej w nocy? Śpią. Co robię ja? Oglądam livestream z międzynarodowej konferencji SPARCS 2015, robię notatki pod kocem z latarką i obiecuję sobie solennie, że zbiorę je w całość i przetłumaczę. Około godziny trzeciej jestem po dwóch wykładach, mam osiem stron notatek (w tym pięć (!) tylko z pierwszego wykładu) zapisanych kratka pod kratką i już wiem, że lenistwo spowoduje opóźnienia w moich planach. 
     To znaczy nie lenistwo tylko napięty grafik czegoś tam ;) 


      Redukcja stresu u psów schroniskowych
Michael Hennessy jest profesorem psychologii na Uniwersytecie Wright w USA. Jak wielu profesorów z USA (a także niektórych w Polsce :)), Michael nie trzyma się kurczowo jednej dziedziny nauki ale też bada inne - w jego wypadku są to nauki społeczne i behawioralne. Ale przejdźmy do tematu głównego...
     Chciałam streścić... Ale się nie da. Na potrzeby tego artykułu i by zmniejszyć jego objętość pominęłam jednak rozpisywanie się na temat stresu pozytywnego, negatywnego i kilka rzeczy uprościłam. Jeśli jest na sali lekarz lub specjalista (lub czytelnik obeznany) proszę nie krępować się by odesłać mnie do najnowszych badań, które udowadniają, że owe informacje tutaj zebrane są w jakiś sposób błędne. Co więcej - proszę się nie krępować jeżeli uznacie, że powinnam zrobić z tego jeszcze większego tasiemca i jednak dopisać to i owo. Postanowiłam jednak - podobnie jak prof. Michael Hennessy - skupić się na aspektach przedstawionych na wykładzie i na chwilę odłożyć na bok inne zagadnienia. Wszak ze stresu u psów można by napisać książkę... A my chcemy jedynie artykuł. Brief.

     Na wstępie tego streszczenia warto zwrócić uwagę na stresory i czym one właściwie są. Często w języku potocznym możecie usłyszeć określenia takie jak "Stresik" i "stresor", które mają sugerować mniejszy lub większy stres. O ile to pierwsze, pieszczotliwe niemal, może być jeszcze poprawne o tyle to drugie absolutnie nie jest. Stresor jest bowiem bodźcem, który wywołuje stres. I tutaj, jak wiadomo (lub nie) bodziec może być wewnętrzny lub zewnętrzny. Może działać silnie jednorazowo (wtedy spotykamy się z ostrą, gwałtowną ale krótką reakcją psa na stresor) lub może być rozłożona w czasie co prowadzi do chronicznego stresu, ale o tym później. 
Generalnie profesor Michael wymieniał główne psychologiczne stresory/sytuacje stresujące wpływające na pobudzenie człowieka, są nimi na przykład: 
  •  śmierć w rodzinie, 
  • choroba, 
  • korek uliczny,
  •  rozmowa kwalifikacyjne czy zdiagnozowanie choroby.
     Do stresorów fizycznych zaliczamy na przykład sytuacje takie jak złamanie jakiejś kończyny lub głodówka (komu miesiąc skończył się tydzień przed wypłatą i ten tydzień trzeba było przeżyć za 5zł ten wie - kto nie wie niech sobie taką sytuację wyobrazi :)). 
Wszystkie te sytuacje jednak mają ze sobą pewne wspólne cechy takie jak: niepewność, utrata kontroli, skrajna nowość (kiedy cały świat nagle jawi się jako coś nowego, nieznanego jest to wysoce stresująca sytuacja), społeczna separacja i/lub sytuacja zagrożenia. A te czynniki już bez problemu możemy przenieść na psy, prawda? 
     To, co jest dla nas interesujące to fakt, że stresory wywołują reakcje organizmu na stres i są one następujące:
  • pobudzenie układu współczulnego (produkcja adrenaliny),
  • zwiększona aktywność mózgu,
  • okazywanie zachowań towarzyszących stresowi,
  • pobudzenie osi podwzgórze - przysadka - nadnercze (dalej zwane po prostu HPA - hypothalamic - pituaitary - adrenal
     Najważniejsze dla nas na tym etapie są dwa wspomniane na wykładzie fakty: po pierwsze to psychologiczne stresory pobudzają mocniej HPA. Po drugie trzeba wyjaśnić trochę mechanizmy odpowiadające za odpowiedź organizmu na stres. Jak już powyżej zostało napisane stresory pobudzają głównie dwa mechanizmy - pierwszy to układ współczulny, drugi to HPA. Układ współczulny aktywowany jest w momencie pojawienia się stresora - uwolniona zostaje adrenalina i noradrenalina a w efekcie organizm uwalnia również glukozę. My ten proces znamy po prostu jako przygotowanie się organizmu do walki lub ucieczki (Flight or Fight) i objawy rozpoznajemy niejednokrotnie na sobie - zastrzyk energii, przyspieszona akcja serca, przyspieszony oddech - to wszystko przygotowuje organizm do tego by albo dać z siebie wszystko w walce albo spieprzać w stronę zachodzącego słońca z prędkością geparda. Jednocześnie wstrzymane lub spowolnione zostają inne ważne procesy - naprawa komórek, reprodukcja, wzrost, trawienie. To wszystko schodzi na drugi plan w krytycznym dla organizmu momencie. Jeżeli stres jest krótkotrwały to po kilku (nastu) minutach cała akcja zostaje zakończona a organizm wraca do swojej zwykłej równowagi. 
     Problem pojawia się jednak jeżeli stresor nie znika z horyzontu i organizm musi być w stanie gotowości przez dłuższy czas. I wtedy też do akcji wkracza wspomniane wcześniej HPA, która (między innymi) pobudza korę nadnerczy do produkcji kortyzolu. I to jest już dla nas bardzo istotna informacja, ponieważ noradrenalina i adrenalina znikają z organizmu stosunkowo szybko, natomiast kortyzol potrafi utrzymywać się znacznie dłużej, bo średnio około 3-4, a w niektórych przypadkach nawet 5-6 dni. Jeżeli pies (lub człowiek) narażony jest na zetknięcie ze stresorem w sposób ciągły wtedy kortyzol jest wyrzucany do krwi regularnie i mamy zjawisko znane jako stres chroniczny. Rozwodzić się o nadmiarze kortyzolu nie będę, wszyscy wiemy jak przewlekły stres jest szkodliwy dla zdrowia,  skutkami takiego stanu jest między innymi Zespół Cushinga (kto chce wiedzieć więcej - odsyłam do Google, też się trochę napracujcie). 
     Powstaje jednakże pytanie - jak to się ma do badań dotyczących stresu - otóż okazuje się, że mierzenie poziomu kortyzolu jest prawdopodobnie najlepszym, miarodajnym i rzetelnym, sposobem na zmierzenie poziomu stresu u psów. Ale jak łatwo się domyślić nie jest to sposób idealny, powodów jest kilka:
  • Nie wszystkie stresory aktywują produkcję kortyzolu/odpowiedź(reakcję?) - fizyczne stresory prawdopodobnie nie podniosą jego poziomu w sposób znaczny, by wpłynąć na wyniki badania.
  • Poziom kortyzolu może zostać podniesiony przez czynniki inne niż stres (sex, ćwiczenia, wysiłek fizyczny).
  • Jeżeli narazimy organizm na zbyt długotrwałe działanie stresorów system odpowiedzi na nie (HPA) może się rozregulować. Taka sytuacja to właśnie chroniczny stres. 
     Kortyzol został jednakże uznany jako dobry sposób na zmierzenie efektów relatywnie krótkoterminowych psychologicznych stresorów, szczególnie kiedy inne czynniki pobudzające HPA mogą być kontrolowane. 
     I tutaj moje notatki robią się trochę mętne, ale postaram się z nich wyciągnąć dla Was to, co najlepsze. Wiedziałam, że powinnam była pisać tą notkę zaraz po wykładzie. 
Eksperyment zatem sprawdzał reakcje psów na kilka czynników:
  • Jak pies reaguje na pozostawienie samemu w domu.
  • Jak pies reaguje na pozostawienie samemu w nowym dla niego miejscu. 
  • Jak reaguje na nowego/obcego dla niego człowieka.
  • Jak reaguje na nowego/obcego dla niego psa.
  • Jak reaguje na przewodnika.
     Oczywiście i my, i prowadzący eksperyment, wiemy które sytuacje są dla psa bardziej stresujące w pierwszych dwóch przypadkach, w drugim i trzecim zastanawiano się czy lepiej działa na psa towarzystwo drugiego, obcego, psa czy obcego człowieka, które redukuje stres a które raczej go wzmaga. 
     W kwestii ostatniego punktu nie mogę dojść do porozumienia z Internetem, który sugeruje na zmianę, że badano to, co ja wyłapałam lub sytuację zagrożenia. Wiecie co? Fuck it. I tak było to najmniej istotne. 
     Najważniejsze jednak, że na pewnym etapie tego badania doszło do następujących wniosków popartych badaniami: psy wykazujące przywiązanie do ludzi reagowały lepiej (o ile dobrze pamiętam nie bawili się w skrajne przypadki tzn. psy agresywne lub skrajnie lękliwe), ludzie redukowali stres u tych psów samą swoją obecnością (!), interakcja z psami była kluczowym czynnikiem wspomagającym redukcję stresu u tych psów. Pomimo tego, że poziom kortyzolu u psów z czasem się obniża to jednak i tak jest znacznie wyższy u psów w schronisku niż u tych, które żyją w stosunkowo "przyjaznym" środowisku (dom). Podczas pierwszego dnia pobytu w schronisku norma jest przekraczana trzykrotnie. Pies w schronisku jest bombardowany bodźcami odpowiadającymi za stres psychiczny - nowe otoczenie, niepewność, odseparowanie od "ich" człowieka. (Brzmi znajomo? Tak, tak, hotele dla psów mają bardzo podobne działanie... Szczególnie niektóre... ~Dziku)
     Dlaczego jednak powinno nas to w ogóle obchodzić? Odpowiedzi na to pytanie jest wiele:
  • dobrobyt psów przebywających w schronisku (i psów w ogóle, jako że stres to nie tylko zagadnienie schroniskowe), 
  • długoterminowy wpływ na zachowanie psa,
  • zdolności adopcyjne,
  • potencjalny wpływ na zdrowie zwierzęcia - zwierzęta zestresowane mają o wiele bardziej obniżoną odporność (poziom bialych krwinek jest podniesiony pierwszego dnia i kontynuuje wzrost przez kolejne).
Jak już zostało wspomniane wcześniej - interakcja z człowiekiem jest kluczowym czynnikiem wspomagającym obniżenie szalejącego w organizmie poziomu kortyzolu. Początkowo eksperyment skupiał się na dwóch psach, jeden robił za grupę kontrolną.. Pierwszy to najpierw wyprowadzanie z boksu, pobieranie krwi i zaprowadzenie do boksu. Drugi natomiast był najpierw zabierany z boksu, potem głaskany przez 20 minut a potem dopiero pobierano mu krew do badań. Okazało się, że głaskanie wpłynęło na redukcję, ale nie była ona na tyle znacząca by miała wartość dla naukowców. Badania te wykazały natomiast coś innego - istnienie znaczącej różnicy pomiędzy wynikami kobiet i mężczyzn głaszczących zwierzęta w ramach eksperymentu.
     Zaczęto się zatem zastanawiać - dlaczego? 
     Dlaczego zwierzaki wyraźnie uspokajały się bardziej pod dotykiem kobiet niż mężczyzn? Badacze doszli do kilku wniosków - kobiety i mężczyźni mają inny zapach (męski bardziej psy stresuje, kobiecy uspokaja), inną mowę ciała lub... kobiety i mężczyźni głaszczą w inny sposób. O ile mężczyźni głaskali w standardowy sposób (przeważnie posuwiste ruchy po głowie), o tyle głaskanie wykonywane przez kobiety przypominało bardziej masaż. Postanowiono więc przeszkolić głaszczących - dostali przykazanie by głaskać miękko, delikatnie i z uczuciem i oczywiście zaprezentowano mniej-więcej o jakie głaskanie chodzi. Przeszkoleni mężczyźni osiągali lepsze wyniki, zbliżone do kobiecych lub im dorównujące, lecz nadal nieznaczące wiele dla tego badania. Co jest jednak ważne, na tym etapie nie jest ważna "po prostu" ludzka interakcja, ale to, że powinna ona mieć pewną specyfikę :) 
     Również okazało się, że interakcja z człowiekiem jest kluczowym czynnikiem do poprawy psychicznego dobrostanu zwierząt za kratkami - przeciwdziała ona stresowi i zapobiega podwyższaniu się poziomu kortyzolu we krwi zwierząt.     
     A potem zaczęły się kombinacje i dodatkowe wnioski:) Otóż badacze doszli do takiego wniosku do jakiego doszliśmy pewnie wszyscy na tym etapie lektury/oglądania - że pobieranie krwi może być dla psów samo z siebie na tyle stresujące by w jakiś sposób wpływać na wyniki badań i pozbawiać je rzetelności. Na szczęście dla nich i dla nas istnieje też inna metoda pomiaru stężenia kortyzolu - mierzy się je we włosach obiektu. Badania wykazały, że nie ma znaczącej różnicy pomiędzy wynikami krwi oraz włosów.
     Następnie zbadano czy forma interakcji i miejsce ma znaczenie w przypadku takiego psa (zabawa, głaskanie czy ignorowanie) jednak okazało się, że forma nie natomiast miejsce daje lepszy pomiar. Badacze zaczęli przeprowadzać testy w odosobnionym pokoju, oddalony od głównej psiarni schroniska, w którym psy nie widziały/nie słyszały całego harmidru swojej "codzienności", i do którego czworonogi były przyprowadzane na testy, zabawę czy głaskanie. Każda forma interakcji z człowiekiem wpływała na obniżenie stężenia kortyzolu (tym razem w sposób znaczący dla badania), co więcej, nawet pasywny, obcy dla psa i ignorujący go człowiek był wystarczającym powodem by poziom ten zaczął spadać. Już piętnaście minut takiej obecności (połączonej z interakcją lub nie) jest wystarczające dla psa by ten ostatni poczuł różnicę (i by tą różnicę można było zaobserwować w wynikach). 
     Nie bez znaczenie okazuje się również to co przydarzyło się psu PRZED trafieniem do schroniska, wręcz przeciwnie - odgrywa dość dużą rolę. Otóż okazało się, że psy, które trafiły do schroniska z powodu zrzeczenia reagują słabiej na obcych starających się wejść z nimi w interakcję (przez co poziom kortyzolu spadał u nich słabiej), natomiast przybłędy/włóczęgi inne stray dogs wykazywały o wiele lepszą reakcję, w efekcie ich kortyzol redukowany był w większym stopniu. 
     Dla porównania kortyzol we włosach pobierano od czterech grup: psów domowych, schroniskowców, które zostały zgarnięte z ulicy, schroniskowców zrzeczonych i od psów z zespołem Cushinga co ostatecznie wykazało, że na stężenie kortyzolu wpływa sposób w jaki pies żył "w poprzednim życiu" i jego ogólny stan zdrowia.

     Wnioski:
  • ważne jest środowisko, w którym przebywają psy. Zwierzęta, które swoje testy przechodziły w spokojnych, odosobnionych pokojach z człowiekiem wypadały o wiele lepiej niż te, którym kortyzol próbowano obniżać w warunkach polowych - boksach itd. 
  • niezmiernie ważne jest to jak głaszczemy - delikatne, masujące ruchy mają realny wpływ na obniżenie kortyzolu u psów w sytuacji tak stresującej jak trafienie do schroniska. 
  • interakcja z człowiekiem wpływa na redukcję kortyzolu u psów, jednakże psy, które trafiły do schroniska oddane przez swoich właścicieli nie uważają głaskania za tak dodające otuchy/uspokajające jak przybłędy odłowione z ulicy.
  • zwielokrotnione sesje dawały wyraźne efekty, psy trafiające do schroniska jako odłowione wykazywały ogólnie mniejszą odporność na stres niż te oddane przez opiekunów. 
  • dieta psów w schronisku nie ma wpływu na ich poziom stresu.
I jeszcze ciekawostki przytoczone:
  • gapienie się sobie wzajemnie w oczy ze swoim psem wyzwala oksytocynę - w opiekunie i pupilu.
  • nasze socjane/społeczne sygnały mogą wywoływać u psów fizyczne odpowiedzi.
No i pamiętajcie, żeby głaskać psy jak baby :D