Półleżę sobie na kanapie jak tłustoczwartkowa bogini i przeglądam internet w nadzieji na to, że znajdę coś ciekawego, co pomoże mi zabić...

Retrievera przyszłość wesoła


Półleżę sobie na kanapie jak tłustoczwartkowa bogini i przeglądam internet w nadzieji na to, że znajdę coś ciekawego, co pomoże mi zabić czas. W głowie przyjemnie pobrzmiewają echa Factfulness, w domowym tle ryczy pralka. Jest chill.
I wtedy trafiam na kolejny tekst topowej blogerki, która wzięła byka za rogi i rzuciła swoim odbiorcom (całkiem świadomej grupie psiarzy) tekst OBALAJĄCY STEREOTYPY. A tam typowa sztampa, która nie ma nic wspólnego z grupą odbiorców, która nigdy nie dotrze do grupy docelowej i która mija się z podstawą problemu (pozwoli natomiast poklepać się po plecach wzajemnie wszystkim). Zapominamy często, że dzisiejsze stereotypy to wczorajsza prawda.
I o ile potrzeba macierzyństwa u suki, krzywdzenie kastracją czy zarobaczenie psa czekoladą może faktycznie było tematem przewijającym sie jakieś dziesięć lat temu, to dziś jest to już temat poruszany rzadko, przeważnie przez jednostki, gdzieś pod blokiem albo na głębokim wschodzie i niemającym racji bytu gdziekolwiek poza Muzeum Mitów. A już na pewno nie pośród odbiorców takich tekstów w Internecie - przeważnie psiarzy dość świadomych, bo jednak ciężko być częścią kynologicznej społeczności i nie wpaść nigdzie na informacje o sterylizacji, żywieniu czy skali bezdomności. No i jakże dobrze się to klika i udostępnia.
Dlaczego nikt nie weźmie się za rozpatrywanie stereotypów, którym warto poświęcić chwilę czasu i które rzeczywiście wymagają uwagi tu i teraz - nie wiem. Ale chciałabym podzielić się dziś z wami niepopularnym stwierdzeniem - nie kastruj wszystkiego tylko dlatego, że ma jaja.
No bo ja pierdole.
Możliwe, że nie jest popularne w dzisiejszym trendzie "wycinajmy wszystko co ma narządy rozrodcze" odpowiadanie tekstami w stylu "hola, jednak może się zastanówmy czy ma to na pewno sens i wartość dla danego osobnika". Kastracja nie jest panaceum na całe zło dla każdego samca, i nie każdy samiec powinien być wykastrowany. Wpieranie tego jako jedynej skutecznej drogi zapobiegania bezdomności jest śmieszne i niepoważne. Szczególnie niepoważne jest podnoszenie tego w dyskusjach internetowych ze świadomymi psiarzami oraz walenie tekstami o ucieczkach, o tym jak to bardzo się samiec męczy (śmiesznie trochę, bo papier reproduktora (nawet jak pies nie kryje) magicznie ochrania przed tą męką), przypadkowych pokryciach i takiej, o, strasznej nieodpowiedzialności.
Wokół niewykastrowanych samców naroslo tak wiele błędnych przekonań, że nie wiem nawet od czego zacząć.
Właśnie.
Może od tego, że wiele zależy od psa, hm? Bo szczerze mówiąc gówno mnie obchodzi ile rocznie przechowujesz u siebie tymczasów, szczeniąt z rowu, ile podejmujesz interwencji na wsiach, jak bardzo Ci serce pęka przy spacerze do schroniska i ile razy Kowalska pod blokiem ogłasza Ci, że Pusia będzie miała dzieci. Tak długo jak używasz tych emocjonalnych argumentów w dyskusji ze mną, o moim psie, tak długo nie będą miały one żadnej wartości w tej konkretnie wymianie zdań. Generalizacja, myślenie czarno-białe i inne popularne błędy może pomagają przy ogólnym czarnowidztwie w dyskusjach ogólnych, ale przy rozmowach o zdrowiu, dobrobycie i utrzymaniu konkretnego osobnika, w konkretnych warunkach i z konkretną opieką nie można zapominać o kontekście i na siłę go zmieniać tak by pasował do tego co chcesz przeforsować.
#niekastruje #teamjajka

0 komentarze: