Nie o koniach, nie o ich temperamencie, nie o książce a o psach. A właściwie o filmie dokumentalnym - raz dla odmiany zamiast o błahyc...

Hiszpańska krew

     Nie o koniach, nie o ich temperamencie, nie o książce a o psach. A właściwie o filmie dokumentalnym - raz dla odmiany zamiast o błahych rzeczach napisze o czymś poważnym - jak szaleć to szaleć. 
    Nigdy wcześniej nie spotkałam się z czymś takim jak chart. Trudno opisać to komuś kto nie miał możliwości mieszkania z tymi zwierzętami dłużej niż kilka tygodni. Taki stopień zblazowania, obojętności, dumy, poczucia wyższości i kompletnej wyjebki na człowieka wcześniej widziałam tylko i wyłącznie u kotów i gdyby nie rozwój krajów wschodu byłabym skłonna stwierdzić, że te kilkaset lat wcześniej ktoś zmutował genetycznie takiego domowego "muła" w wersji kotopsiej tylko z opcją powielania. Europa trochę pozazdrościła porsche i stworzyła własne wersje, odrobinę bardziej współpracujące, ale ciągle CHARTY. I mamy greyhoundy, galgo a w późniejszym czasie także whippety. Rozwój i traktowanie chartów na wschodzie jest jednak odrobinę inny od zachodniego.
     Mówiąc krócej, ich los ssie. W Polsce co roku organizacje pomagające chartom zmagają się z dziesiątkami zgłoszeń, szczególnie z zagłębi kłusowniczych. Charty są psami trudnymi w adopcji - mają silny instynkt pogoni, dobry wzrok i wspomnianą wcześniej wyjebkę na człowieka. Ludzie odpowiedzialni za adopcje też nie błyszczą, ale nie ma organizacji idealnych. Niestety. Nie czyni to z nich pupili niemożliwych do wyszkolenia, jednakże dla wielu ludzi - w tym również tych szkolących psy - chart będzie wyzwaniem szkoleniowym. Przywykliśmy do naszych kundelkowatych miksów - przeważnie miksów owczarków czy terrierów - które często są przekupne i z odpowiednią ilością elastyczności można je całkiem ciekawie ułożyć. Chart po przejściach nie da się z niczym takim porównać, jest testem umiejętności szkoleniowych prowadzącego, ale jednocześnie jest również wspaniałym nauczycielem. Przy nim nauczysz się jak delikatny i miękki potrafi być pies a jednocześnie jak uparty i niezależny oraz jak wiele potrzeba by negocjować z nim warunki pracy i udowodnić, że jesteś wart szacunku. Okaże się, że nie zdobędziesz może przydupasa, cyborga, który najchętniej spałby na Twojej nodze i w ogóle był dwadzieścia cztery na siedem BLISKO, ale zdobędziesz psa który będzie szanował twoją przestrzeń, nie napraszał się z towarzystwem ale jednak będzie dla ciebie (wtedy kiedy będzie mu to na rękę). Charty MOŻNA wyszkolić, ale o ból głowy przyprawia mnie myślenie ile Ci ludzie spędzili na tym czasu, energii, gimnastyki oraz ile porażek motywacyjnych zaliczyli. Czapki z głów, mistrzowie. 
http://yogalgoproductions.com/

     Wracając jednak do tematu - Polska jest szczytem góry lodowej w kwestii charcich problemów. I tak - można tutaj mówić o zjawisku będącym specyficznym dla rasy. O wiele gorsza jest Hiszpania, w której co roku przeprowadza się masowo egzekucje na tych pięknych, pełnych gracji psach. Wiedziałam o tym od dawna, rozmawiałam z Hiszpanami na ten temat, znalazłam organizacje zajmujące się ratowaniem tych psów a niedawno dowiedziałam się o Yo Galgo. Do tej pory nie wiem jak to się stało, że tak niewiele ludzi wie o tym projekcie i że przechodzi on bez echa (szczególnie w Polsce!), ale już spieszę z wyjaśnieniem o czym ja w ogóle pitolę.
     Otóż w domu Yeraya Lopeza Portillo trzy lata temu pojawiła się galgo o imieniu Bacalao. Bacalao stała się psem niezwykłym, nie tylko odmieniając życie swojego właściciela, ale również otwierając jego oczy na krzywdę wyrządzaną tym majestatycznym zwierzętom każdego roku w Hiszpanii. Otóż w kraju tym co roku dokonuje się na tej rasie masowej eksterminacji i mordu. Słowa wielkie, ale nie przychodzi mi na myśl nazwanie w inny sposób zabijania lub porzucania każdego roku około 50.000-100.000 (!!!) psów tej rasy i ich miksów po sezonie myśliwskim. Okazuje się bowiem, że pies, który nie jest w stanie pracować lub jego praca nie przynosi odpowiednich rezultatów jest zbędny, co w ogóle nie dziwi mnie w tym świecie, w którym żyje i nastawia bojowo. Nastawiło to też bojowo Yeraya, jednak postanowił on walczyć inaczej niż ja - przez trzy lata zbierał materiały do projektu Yo Galgo - filmu dokumentalnego obrazującego piekło jakim jest życie tych psów - piekło na ziemi, niewidzialność, strach i cierpnie to coś z czym te zwierzęta borykają się każdego dnia. Trenowane, rozmnażane, zabijane i traktowane w taki sposób jakiego nie potrafimy sobie nawet wyobrazić.
http://yogalgoproductions.com/
Ze strony YO GALGO, o filmie:          

YO GALGO podejmuje stare i skomplikowane kwestie w Hiszpanii (prawo, pojęcie sportów ze zwierzętami, tożsamości i kultury) (...). To opowieść o ludzkiej naturze, o tym dlaczego w dzisiejszych czasach podtrzymujemy pewne tradycje, o życiu w wioskach, o presji społeczeństwa  i o sposobie w jaki odnosimy się do innych istot.  

Film zgłębia pasję do współzawodnictwa, hodowli i polowania z chartami oraz konsekwencje jakie to ze sobą niesie. Świat przedstawiony nie jest prosty, jest w nim wiele strachu i braku zaufania, ale byłem farciarzem. Byłem w temacie wystarczająco długo ze swoim galgo by zdobyć zaufanie i być mile widzianym pośród właścicieli chartów, cyganów, organizacji pozarządowych oraz różnych ludzi pracujących z tą rasą. Jestem wdzięczny za ich pomoc, która pozwoliła mi na głębsze spojrzenie w to co dzieje się z tymi psami.
(...)Film porusza kwestie tradycji, władzy, folkloru i sposobu w jaki odnosimy to zarówno do zwierząt jak i do nas samych. W świecie galgo odnajdziemy szczególną Hiszpanię, zamrożoną w czasie, twardą i zimną, w której galgo staje się niewidzialną figurą której cierpienie społeczeństwo niemo akceptuje i odwraca od niego wzrok. Zawsze było coś takiego z galgo o czym nikt nie chciał rozmawiać. Cóż, ja chcę.
Spędziłem masę czasu z hodowcami galgo i galgueros, słuchając i filmując ich metody oraz poglądy. Podążałem wraz z nimi na zawody, polowania i do ich domów. Spędziłem też czas z wolontariuszami ratującymi galgo - ludzmi, którzy potrafią spędzać długie godziny czekając cierpliwie jakby spodziewali się zobaczyć białego wieloryba, ducha który wiele razy nie pojawia się ponownie, jednak kiedy niektóre z nich to robią są przerażone i trudne do złapania. Przyjmowały mnie zarówno centra ratunkowe tych zwierząt jak i cygańskie przedmieścia. Chciałem zobaczyć na własne oczy jaki los czeka na galgo urodzone w Hiszpanii.



Jako naród zmagający się od lat z psami więzionymi na łańcuchu wiemy czym jest okrucieństwo, na które jest nieme przyzwolenie społeczne. Yo Galgo opowiada o większej, potworniejszej i upiornej skali zjawiska. 
Yo Galgo from Yeray Lopez Portillo on Vimeo.



Nie jestem w stanie uwidocznić tego bardziej (chociaż chcę).

YO GALGO - WWW

Jak możesz pomóc? Przelej na Kikstarterze. Polub na Facebooku. Zaoferuj pomoc. Przekaż swoje wsparcie. Nie odwracaj się plecami, nie zamykaj przeglądarki. Podaj wieść dalej.
(wszystkie zdjęcia w artykule pochodzą z artykułu na BoredPanda, użyte za zgodą ich autora)

7 komentarzy:

  1. Bardzo fajny wpis! Przypominaj na fb o tym dokumencie bo chętnie go obejrzę tym bardziej, że teraz sama mam charta- i na razie nie zgadzam się z Twoją opinią o mieniu mnie w dupie przez charta :D Ale to na razie, wszystko może się jeszcze zmienić :P Oby nie... :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Whippety sa fajniejsze pod tym względem niż to co mam w domu. Afgan to jakas mutacja. :D

      Usuń
    2. Mój smark różni się najbardziej od Hippa tym, że jak ma ochotę sobie gdzieś pobiegać to mimo iż ma 3 miesiące nie przeszkadza mu, że jest sam. Choć kątem oka kontroluje gdzie jestem tak może się bawić sam ze sobą na drugim końcu działki- u Hippa to nie do pomyślenia! A co jak ktoś mnie porwie jak go ze mną nie będzie?!
      Przyznaję, że trochę mnie to wkurza u whippeta, a skoro afgan to mutacja... to już wiem, że nie zaszaleję z innymi chartami i zostanę przy whippetach... :P

      Usuń
    3. Wiesz co, on nam się teraz, po sześciu latach, zrobił jakiś społeczny dopiero. :) Jak zaadoptowałam Miszona to chyba drogą obserwacji trochę sie nauczył, bo tak to tragedia. A te zabawy samemu ze sobą to norma. Dopóki cię widzi (a wzrok ma sokoli...) to znaczy, że jest blisko :D
      natomiast Miszon by się zapłakała gdyby oddaliła się na 2km ode mnie. Ba, dwa kilometry, kilometr! :D

      Usuń
  2. Galgo podobno są bardzo chętnie adoptowane przez Niemców.

    Tak odnosząc się do Twojego tekstu to w PL mamy podobną sytuację ale w o wiele mniejszej skali z dzikarzami. Dla psa starcie z dzikiem jest bardzo niebezpieczne, zranionego psa często nikt nie ratuje. O tym się nie mówi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O dzikarzach nie wiedziałam - nie moja rasa, ale też jak napisałaś - o tym się nie mówi. Możesz napisać coś więcej w tym temacie?
      Niemcy w ogóle chętnie adoptują też nasze PL charty :)

      Usuń
    2. Dzikarzem może być każdy odpowiednio cięty i szybki pies. Czasami jak ktoś wpadnie użyć rasowego showa to w 99% nie ma on szans z dzikiem bo jest zbyt ciężki. Czasami używane są kundle, czasami gończe, jamniki. Zwykle dzikarze są testowane w zagrodzie (chyba kiedyś jakaś tv się tym zainteresowała bo pamietam materiał na ten temat ale to było dawno temu)co oczywiście nie daje później żadnej gwarancji, że podczas polowania nie stanie mu się krzywda. Pies w trakcie osaczania dzika może skoczyć mu na plecy - zwykle kończy się to śmiercią. Może go trafić kula. Ogólnie rany zadane przez dzika w większości wypadków są śmiertelne bo dzik w charakterystyczny sposób zadaje rany. Uderza od dołu w pachwinę trafiając w tętnicę i rozrywając jelita. Łowiectwo to jest chyba najbardziej niebezpieczny sport z udziałem psów w PL.
      Czasami używa się wyżłów do aportowania zastrzelonych drapieżników, jeśli taki lis jeszcze żyje to pies musi go zagryźć.
      Wiele zależy od myśliwego i jego podejścia do psa. Są tacy którzy bardzo dbają o swoje psy a są tacy dla których życie psa jest tyle warte co życie dzika.

      Usuń