Kiedy byłam jeszcze w szkole i odbywałam swoje pierwsze lekcje przyrody, które później przekształciły się - między innymi - w biolog...

Zabij w końcu tego psa

     Kiedy byłam jeszcze w szkole i odbywałam swoje pierwsze lekcje przyrody, które później przekształciły się - między innymi - w biologię, nie mogłam nigdy dojść do porządku z zajęciami dotyczących systematyki. Nie na miejscu wydawało mi się, iż nauczycielki upierały się by świat ożywiony dzielił się na rośliny, grzyby, zwierzęta... i ludzi. Niejednokrotnie protestowałam - bo czymże się różnimy? - jednakże mój protest został uciszany, bo co może wiedzieć głupiutka jedynasto-, trzynasto- czy (już wyniośle milcząca) szesnastolatka?
     Okazuje się, iż jako dorosła młoda kobieta jestem nadal nonkonformistką  i nie mogę dojść do porządku dziennego z innymi rzeczami, a moje poglądy okazują się kontrowersyjne i nie do wypowiadania na głos (chyba, że chcę zostać wyklęta albo po prostu zmierzona dziwnym spojrzeniem w towarzystwie i wyproszona). Dzisiaj wobec tego robię selekcję czytelników - przelecieć szybko zakładkę "o Blogu", a potem zapiąć pasy. Będzie kwas.
     Kilka dni temu w związku z pewną błahostką postanowiłam zrobić gównoburzę - taki nastrój, nie będę go trzymać w sobie, niech świat pozna - i dołączyłam wobec tego do jednej z psich grup, które teoretycznie poświęcone są pomocy zwierzętom a praktycznie stanowią targowisko, na którym najlepsza przekupka to ta, która wrzuci najdrastyczniejszy przypadek, najbardziej skatowanego psa lub najbardziej potrzebujące zwierzątko w krytycznym stanie. Mam coś, co przez wielu nazywane jest znieczulicą, ale osobiście wolę to określać jako minimum dobrego smaku - nienawidzę zdjęć skatowanych, wycieńczonych i zmloestowanych psów lub psich zwłok. Z jednej strony dlatego, że lubię przeglądać facebooka w porze śniadaniowej (chociaż trochę się zgrywam, bo trzeba trochę więcej niż to, co wrzucają "zwierzoluby", żeby sprowokować u mnie odruch wymiotny), z drugiej dlatego że takie obrazy zwyczajnie mają na celu zmanipulowanie moimi emocjami a tego po prostu nienawidzę.* Cel skrawiownych psich zwłok i ody do bezsilności jest przeważnie jeden - pomóżcie, wrzućcie do skarbonki, oburzcie się - i poślijcie go dalej. Może więcej ludzi da pieniądze na przedłużanie cierpienia tej psiej istoty? Wszyscy wiemy jak to działa - im bardziej drastyczny przypadek tym więcej funduszy zbiera dana fundacja lub stowarzyszenie na tego przypadku ratunek. Im drastyczniejszy tym głośniejszy się staje.
     Jakim zwyrolem trzeba być, żeby umieszczać w sieci, tak "bez ostrzeżenia" zdjęcia zakrawawionych psich trucheł?
     Czy wy na prawdę sądzicie, że my wszyscy jesteśmy tacy durni i nieświadomi i nigdy nie widzieliśmy okrucieństwa?
     Że na słowo nie uwierzymy i trzeba nam to zobrazować?
     Wątpię.
     Jak niemoralni muszą być ludzie trzymający facebookową społeczność za jaja i ustalający reguły gry na tym portalu, że za zdjęcie sutka (lub takowy na obrazie) można dostać zakaz wjazdu/ostrzeżenie i usunięcie foty, ale obdarte ze skóry psy i koty, zagłodzone konie i bezgłowe bydło jest już w porządku i nic złego nie ma w udostępnianiu ich "by uświadamiać/sprzeciwiać się"?
      Była kiedyś historia skatowanego konika, którego znalazła pewna końska fundacja i jego zdjęcia, z prośbami o datki, zostały umieszczone w mediach. Konik padł, nie udało się go odratować, ale pieniążki fundacja zbierała jeszcze długo. Nikt wtedy jeszcze nie słyszał o facebooku. Nie musiał - fundacje już wtedy wiedziały jak ciągnąć Nas za kieszenie a zainteresowani konikiem dostawali informacje, że owszem, zwierzak nie żyje - ale "sprzedaje się" wspaniale. Wiecie jak niewielu interesowało się tym na co przesyłają pieniądze?

     Ale spójrzmy z drugiej strony barykady. Załóżmy, że fundacja X na prawdę znalazła w wiosce Y psie nieszczęście, które ma dwa procent szansy na przeżycie, które ma rzadką chorobę, zapuszczone jest w cholerę, ma raka rozwijającego się w potwornym tempie, jest wycieńczone do granic a każda kolejna minuta - ba! Każdy kolejny oddech - to dla niego niewyobrażalna agonia. I rozpoczyna się proces zbierania "na konika" - dramatyczny apel, wydarzenie, bazarki, zbiórki, pompowanie w te dwa procent żywego trupa leków, przedłużanie jego agonii, sprawianie, że każdy kolejny dzień jest gorszy, pompowanie setek, tysięcy złotych w zwierzę tylko po to, żeby masom dać poczucie, że zrobiły coś dobrego (figa z makiem, naiwniacy), bo walczą o życie tego potworka, a samemu zbieranie na niego funduszy - nie wszystkie zostaną wydane przecież na psa.
     Powiecie teraz, że mogę wrzucić w youtube/google jakąś tam frazę i znaleźć przypadek właśnie takiego "Psa Dwaprocent", którego taka grupka desperatów postawiła na nogi, który ma teraz cudowne życie w niemalże pełnym zdrowiu (nie pracuje mu tylko wątroba/nerka/płuco/jelito, ale nikt o tym nie napisze. Wszak kica na czterech/trzech/dwóch łapach/kółkach i żyje) - że ta walka z wiatrakiem losu jest uzasadniona. Jeżeli nie zastanawiacie się przy tym jak wiele psów wobec których postępowano tak samo umarło* w niepotrzebnie przedłużonych mękach to won mi stąd i nie wracać. Bo, Bóg mi świadkiem, STARAM SIĘ być optymistką i widzieć świat odrobinę jaśniej niż do tej pory, ale to już nie jest optymizm, nadzieja i wiara w sprawiedliwość losu czy cuda. To ignorancja.
     I, na prawdę, chciałabym napisać, że nie mi rozliczać ludzi z tego w co pompują pieniądze darowane, ale szlag mnie jasny trafia kiedy pomyślę, że ten pies, który odszedł dwa dni temu po miesiącu beznadziejnej terapii kosztującej tysiące złotych nie tylko męczył się miesiąc dłużej. Nie. On pokazał nam, że zamiast przelać pieniądze na psa(albo psy!!!) mającego szansę na godne życie - na jego hotel, utrzymanie, odrobaczenie lub sterylizację lub leczenie - wolimy pompować w psa, którego los jest już przesądzony. Czy to jakieś ludzkie zapędy do okrucieństwa przykryte maską dobroczynności, jakaś nasza wewnętrzna hipokryzja lub skłonności by bawić się w Boga i oszukiwać przeznaczenie? W chęć niesienia pomocy nie uwierzę.
     I nie chcę uświadamiać sobie odpowiedzi na te pytania. Zdaję sobie sprawę z tego, że mogłyby mnie one rozdrażnić do granic możliwości. Zamiast więc odpowiadać apeluję otwarcie: Zabij w końcu tego psa. On się już dosyć w życiu nacierpiał.

     Dramatyczniejsze jest to, że my, ludzie, przejawiamy taki chory dualizm nie tylko w kwestii psów - mamy zwichniętą moralność również w stosunku do naszego własnego gatunku. Rzygać mi się chce od czytania tych wszystkich wypocin aktywistów pro-life. Okazuje się bowiem, że jeżeli chcesz wykonać sterylizację aborcyjną na psie to to jest jak najbardziej w porządku (w końcu mamy tak poprzepełniane schroniska!), natomiast aborcja na świadomej swojej decyzji kobiecie to zło, bo przecież przeludnienia na Ziemi wcale nie doświadczamy, prawda?
     Eutanazja cierpiącego lub starego zwierzęcia to coś w porządku, coś zalecanego, coś na co przytakujemy głową i co pozwalamy zrobić. Ba! Tak nawet należy czynić i jest to słuszne. Nie mogę więc pojąć dlaczego pozwalamy cierpieć niewyobrażalne męki chorym (na oddziałach zwykłych i geriatrycznych), którzy niejednokrotnie sami by je zakończyli gdyby tylko mogli. Ich życie ma deadline, do którego każdy oddech jest czystą męką i my to popieramy, bo przecież tak trzeba - w imię czego? Religii? Moralności? Sumienia? Prawa? 
     Ciągle jeszcze nie wyrosłam z bycia jedenastolatką - wciąż nie widzę podstaw, by stawiać ludzi w osobnej kategorii. Obawiam się jednak, że na tyle zgorzkniałam od tamtego czasu by nie burzyć się na niewiele praw do godnego życia zwierząt, ale ciskać jadem o tak nikłe prawo do godnego umierania i stanowienia samemu o swoim ciele dla ludzi.
__________
*Czytam sobie właśnie tą notkę po napisaniu i chciałabym powiedzieć, że mogłabym się powołać na dzieci i płaczące Bambie/jednorożce, które przeglądając takie zdjęcia doznają niewątpliwie uszczerbku na niewinności bądź wrażliwości, ale obiecałam sobie, że od nowego roku nie będę się śmiała z ludzi posiadających cechy, których ja nie mam.
No i nie będę kłamać, że w ogóle mnie obchodzą. To jest po prostu niesmaczne.

16 komentarzy:

  1. podpisuję się rękami i nogami.
    Kobiety mają obecnie mniejsze prawo decydowania o sobie niż właściciel o swojej suce, to niesamowite.
    Za grubą kasę ratuje się psy, których i tak nikt nigdy nie wyadoptuje, bo są zbyt chore żeby mieć dom.
    A jak już ktoś wyadoptuje psa na wózku to ciąga go na ciężkie biegi górskie, szarpie i rzuca kurwami żeby szybciej przebierał kółkami bo hajs i fejm musi się zgadzać, w końcu ratowanie psa to ratowanie psa, nie ważne jakie warunki czekają na niego w "domu" ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wgl jak to jest możliwe, że taki pies przechodził pozytywnie kontrolę weterynaryjną na długości 20-40km jak wiadomo było, że wiele zdrowych psów nie będzie w stanie tego ukończyć...??

      Usuń
  2. Mniej więcej do połowy tekstu zgadzam się z Tobą całkowicie. Nie pomagam dużym fundacjom i im nie ufam. W szkole policealnej miałam zajęcia z weterynarzem, który opowiadał, jak one funkcjonują. Na różne protesty podobno przyjeżdżają takimi autami, że głowa mała. A fotki robione są celowo tak, by wyglądały jak najbardziej drastycznie (np. specjalnie pokazują zwierzę od strony, gdzie widać choćby małą rankę z krwią). Nie podoba mi się gra na uczuciach ludzkich i wykorzystywanie cierpienia zwierząt do zarabiania, bo przecież często takie fundacje to niezły biznes.

    Dlatego jeśli już mam szansę pomóc, to sprawdzonym osobom, np. dziewczynie, która uratowała Joy. Takich ludzi podziwiam. Szkoda tylko, że trudno dziś odróżnić, kto działa z potrzeby serca, a kto z chęci zapełnienia portfela.

    Jestem za usypianiem ciężkich przypadków zwierzaków. Jest tyle psów/kotów w schroniskach, które mają złe warunki, a fundacje wydają tysiące na przedłużenie życia jakiemuś 20-letniemu psu o tydzień - tydzień spędzony w klinice, w klatce, z podłączonymi kroplówkami, nie tylko w cierpieniu, ale i stresie. To niby humanitarne?

    Druga część - jestem przeciwna porównywaniu ludzi do zwierząt, bo to często kończy się ich uczłowieczaniem, czego nie znoszę. Nie twierdzę natomiast, że ludzie są lepsi, absolutnie. Zdziwił mnie też nagły przeskok, może dlatego mi ta druga część nie pasuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam ostatnio w cholerę porwane myśli i problemy ze skupieniem się na jednej rzeczy i jak czytam tą notkę to teraz widzę JAK BARDZO i jak poważnie.
      Edytowałabym, ale wtedy Twój komentarz będzie bez sensu, więc zostawiam to tak jak jest :)

      Co do samego komentarza - ja również jak mam pomagać to ludziom sprawdzonym, fundacjom, które zostały obadane z każdej strony :)

      Usuń
  3. Zgadzam się w pełni.

    Dorzucę jeszcze kamyczek - czy macie pojęcie, jaka WOJNA między lokalnymi fundacjami/stowarzyszeniami toczy się o psa "drastycznego", wychudzonego w cholerę, łysego, kalekiego w jakiś sposób ( = $$$), podczas gdy w tej samej okolicy zdycha co dzień X zwykłych burków? Ostatnio byłam świadkiem czegoś takiego i rzygać mi się chciało na to wszystko, serio. Ale przecież pecunia non olet, co nie...

    OdpowiedzUsuń
  4. Ileż prawdy w tym tekście.
    Przykre jest to, że wiele fundacji i prywatnych DT nie wyciąga ze schronów psów, które lada moment będą "zdatne do adopcji", ale wolą brać do siebie te "starsze i schorowane, które umarłyby w schronisku". Większość tych psów umiera w DT, bo - nie ukrywajmy - mało kto chciałby adoptować psa na chwilę, bo ten ma już 12 lat albo zaawansowanego raka.

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo mądry i trafny post.
    Swoją drogą to na nieszczęściu zwierząt można nieźle zarobić.

    I również popieram odejście z godnością, serio nie trzeba pokazywać dobrego serca i przez to skazywać psa na cierpienie. Zamiast ładować fortunę w podtrzymywanie życia psa bez szans, inne mogą dzięki temu przeżyć.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jeżu kolczasty, w końcu ktoś wyrzygał o co mi chodziło. Ostatnio scrolując swego prywatnego fejsika uderzył mnie gif (wiadomo, same się włączają i są krótkie) jak jakis s8wysyn zrzuca psa z mostu.

    Umówmy się, ze względu na swoją prace niejedno widziałam i miałam do czynienia z przeróżnymi obrzydliwościami, ale jak poczuję potrzebę oglądać dramaty to wejdę na rotten.com Osoby wrzucające takie rzeczy blokuję, bo często mają podejście do "kochania zwierzaczków" takie, że bierze strach.

    Piąteczka, dobry tekst.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie siedem dni po tym jak wrzuciłaś ten komentarz i ja miałam tego pieska na tablicy - ot, ktoś wrzucił ten szajs do Internetu i nawoływał, żeby udostępniać, bo może złapiemy sk8rwysyna :D Yeah, sure, szczególnie, że twarzy nie widać a sama akcja jest kotletem sprzed pięciu lat, z Ukrainy o ile sie nie mylę. Yay!

      Usuń
  7. A już myślałam, że Misza jakoś mocno Ci podpadła i walczysz z sobą ;)
    Zgadzam się z Tobą. Psy nieadopcyjne bo mocno schorowane powinno sie usypiać. Tak samo psy agresywne. Za tą całą kasę można by na prawdę ładnie zresocjalizować wiele psów. Przede wszystkim nie wyrzucić w błoto kosztem ogromu cierpienia.
    To co odwalają paniusie z dogo i niektóre fundacyjki mrozi krew w żyłach.
    Daj linka do tego szitstormu ;) plisss ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS wróć, wróć. Na adopcyjnym psie nie zbierze się takiego szmalu więc moja teoria resocjalizacji wielu psów o kant dupy można rozbić ;)

      Usuń
  8. Już mi się przepraszam rzygać chce festiwalem skrajności, jakie oferują nam media. I nie rozumiem jak ludzie mogą tak łatwo dawać wyprać sobie mózg, chłonąc te wszystkie przykre historie, wierząc, że jeśli przeleją na konto pieniążki to przyczynią się do uratowania zwierzaka czy pomogą choremu człowiekowi. Jasne, datki są potrzebne, ale róbmy to z głową. Ja zawsze wolę zanieść coś do pobliskiego schroniska lub dać te złotówki na potrzebującego psa, który jest mi znajomy, gdzie widzę jego stan i wiem czy rzeczywiście moje pieniądze pójdą na jego leczenie, niż przelewać pieniądze na nieznajome mi fundacje. Cieszę się, że poruszyłaś ten temat.

    Wpadam tu na bloga chyba pierwszy raz, i już podobają mi się twoje poglądy. Z niecierpliwością czekam na kolejny post, najlepiej kontrowersyjny. Takie przynajmniej wzbudzają we mnie jakieś emocje i dają poczucie, że wciąż jestem człowiekiem. :P
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z kontrowersjami u mnie różnie - obracam się jednak pośród ludzi, którzy w mniejszym lub większym stopniu mają podobne poglądy do moich, chociaż nie wiem czy aż tak. Od wszelakich ortodoksji staram się odcinać, a już szczególnie od ludzi, którzy uważają, że wszystkim pieskom należy się leżenie i pachnięcie, a praca to jest "be" :)
      Innymi słowy - cieszę się, że jesteś kolejną duszyczką w moim małym piekielnym kręgu :P I chociaż zdarza mi się pisać o mojej pasji - rysowani - i o psie i o ogólnych poglądach to jestem przekonana, że znajdziesz coś dla siebie :)

      Usuń
  9. Tak bardzo się zgadzam... co poniektórych to czasem mam ochotę powywalać ze znajomych na fejsie, bo ileż mozna... I tak, jak jestem zdeklarowaną przeciwniczką bezsensownej, uporczywej terapii u ludzi (a kiedyś nie byłam! ot praca na intensywnej terapii ryje człowiekowi banię - oczywiscie cieszę się z tego), tak samo nie zgadzam się na przedłuzanie cierpienia zwierząt. No nie i już.

    Pozdrawiamy!
    Śledź też pies

    OdpowiedzUsuń