Oto nadchodzę w ten piątkowy poranek, by dostarczyć Wam rozrywki na ostatni dzień pracy (albo weekend, jeżeli ktoś dziś w pracy upar...

Piątkowe Podaj Dalej #2

     Oto nadchodzę w ten piątkowy poranek, by dostarczyć Wam rozrywki na ostatni dzień pracy (albo weekend, jeżeli ktoś dziś w pracy uparł się, żeby mieć ciężki dzień)! Czy damy radę? Tak, damy radę!

     Mamy styczeń (uczcijmy momentem milczenia grudzień, kiedy stwierdziłam, że wolę jeść niż pisać), ostatni piątek miesiąca, z tej okazji wydłubałam dla Was kilka tekstów, od których nie będziecie mogli się oderwać. 
     Nie wiedzieć czemu styczeń jest dla mnie zawsze miesiącem wzmożonej aktywności (podobnie jak listopad i luty) - właśnie w styczniu planuję wszelakie nadchodzące podróże, nawet jeżeli jest ich niewiele ze względu na budżet, chociaż z drugiej strony - im mniej mam pieniędzy na ruszenie tyłka z Wrocławia tym bardziej kreatywna pod tym względem się staję. Nie zmieniło się nic odkąd przeprowadziłam się tutaj pięć lat temu w jednej kwestii - nienawidzę tego miasta. 
     Może więc to troszeczkę tęsknota za przygodą i ciągotki do wędrowniczego trybu życia, może odrobinkę zazdrość - nie ważne co to spowodowało, dzisiejszy wpis poświęcony jest podróżnikom - piechurom, autostopowiczom, biwakowiczom - każdemu kto nie boi się przygód a przy tym ma chęć i odwagę sięgać po marzenia. Zapnijcie pasy, pojeździmy trochę palcem po mapie. 
     Przystanek numer jeden to USA. Nie jest tajemnicą, że ciągnie mnie do tego kraju niesamowicie, wzdycham już kilka lat do zdjęć, relacji, artykułów i streamów na youtube. Moim celem jest ComicCon w San Diego, jednakże bardziej niż ten event również fascynują mnie Parki Narodowe. Nie jest tajemnicą, że straszny ze mnie dzikus i jedyne co trzyma mnie we Wrocławiu przy zdrowych zmysłach to regularne wycieczki w tereny zielone. Zaszycie się na około godzinę w parku czy lesie przywraca mi równowagę, nie potrafię zbyt długo żyć w betonowej dżungli, bo czuję się jak zwierzę w klatce. Dlatego też jakiekolwiek miasto bym odwiedzała - na prawdę chrzanią mnie jego zabytki, pięknie poukładane kupy cegieł, które nie rozwaliły się z biegiem czasu, jakieś finezyjne rozwiązania architektoniczne czy miejsca brutalnych mordów cywilów/świętych/bohaterów wojennych. Jedyne co mnie interesuje to zielone przestrzenie.
http://www.happyjar.com/
    Wobec czego rzygnęłam tęczą kiedy mój kuzyn wrzucił kolejny wpis ze swojej wycieczki do USA (yup, zielenieję z zazdrości #noPunIntended) a w nim podał kilka przydatnych informacji i masę zdjęć, na których zawiesiłam się na dłużej. (Część druga tutaj)
     Natomiast czytanie tego wpisu przypomniało mi o kolejnym, a raczej - kolejnych. Nie wiem czy ktoś z Was ma taką zajawkę na podróżowanie z psem, ale absolutnym prekursorem i jedynym słusznym bloggerem w tej kwestii jest JuicyTravels. Ten blog czytałam od deski do deski niczym dobrą powieść jeszcze dwa lata temu i cieszę się jak dziecko odkrywając, że dalej wisi w sieci. Nie potrafię polecić jednego wpisu - polecam całego bloga. Kto ma czas i chęci, by poczytać o podróży z psem do Stanów i przez Stany - temu gorąco polecam to miejsce w sieci.
     Bardziej lokalnie i na mniejszą skalę - bo w Polsce i na pieszo - podróżowała Paulina, Monika, Hippis i Kali. Ten wpis umieszczam zarówno dla Was jak i dla siebie - do dłuższych pieszych wycieczek palę się już od dłuższego czasu i w sumie dobrze jest się dowiedzieć jakich błędów nie popełniać planując pierwszą pieszą podróż. No cóż, pięćdziesiąt kilometrów na nogach to już dla mnie podróż (pewnie dlatego, że z Miszonem dalej niż dwadzieścia pięć jeszcze nas nie poniosło).
     Kolejny wpis nie ma zbyt dużego związku z podróżą, ale strasznie chciałam go tutaj wepchnąć, bo jest wart przeczytania. Mowa o artykule traktującym o psach pracujących. Pewnie nie ja jedna spotkałam się z hejtem wymierzonym w przewodników tychże psów - że takie wykorzystywanie zwierzęcia jest nieludzkie, że zbrodnia, że po co tak narażać te zwierzęta, że dlaczego ludzie-potwory to robią. No cóż, a jakim potworem trzeba być, żeby zabierać owczarkowi pracę i robić z niego kanapowca (tak, wiem, to ta moja skrzywiona mentalność, która selekcjonuje mi grono czytelników na normalnych właśnie przemówiła)?
     A skoro już olałam temat przewodni jakim jest podróż odniosę się do czegoś innego, co również udostępniłam na Miszowej Facebookowej Tęczy a mianowicie do cyrków i zwierząt cyrkowych. Czytając notkę Animalusa dociera do mnie sens kampanii "wychowuję, nie tresuję". Autor jak zwykle podszedł do tematu rzetelnie i wypełnił artykuł po brzegi wiedzą. owocnej lektury!
     Zostawiam Was zatem wraz z powyższymi wpisami do porannej kawy, sama zaś pewnie jeszcze odwiedzę kilka miejsc w sieci, żeby się dobić z tytułu bycia biedakiem, którego nie stać na podróż w miejsca z kolorowych zdjęć, see you!

5 komentarzy:

  1. O rany, cieszę się niezmiernie, że komuś te wypocinki mogą się przydać! <3

    OdpowiedzUsuń
  2. A i przy okazji... już czytam resztę polecanych notek i przy juicy travels z pewnością pozostanę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No jak dla mnie oni są miłością na wieki wieków :) I mam nadzieję, że ten blog nigdy z sieci nie zniknie :)

      Usuń
  3. Zapraszam w Bory Tucholskie. Na rowerowanie z psem najlepsze. Tzn nigdy nie rowerowałam ale akurat w BT jest całe mnóstwo przejezdnych dróg i las, las, las, las. Taka trochę monokultura sosnowa ale ma w sobie duzo dzikości :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że kiedyś odwiedzę :) Powoli zaczynam mieć po dziurki w nosie Wrocławia :)

      Usuń