Pierwsza rzecz jaka mnie uderzyła po przeprowadzce do centrum (i omal nie doprowadziła do mikro załamki) to niewielka ilość zielonych te...

Gdzie na rower we Wrocławiu


Pierwsza rzecz jaka mnie uderzyła po przeprowadzce do centrum (i omal nie doprowadziła do mikro załamki) to niewielka ilość zielonych terenów. Jedyne połacie trawy to te, które przebijały się przez szpary między płytkami chodnikowymi a krawężnikiem i desperacko walczyły o przetrwanie. O ile dla bezpsich mieszkańców taki stan rzeczy może i był do zaakceptowania o tyle we mnie dusza wyła i miotała przekleństwa. Jak tutaj żyć? Gdzie wyprowadzać psa? Gdzie chodzić na długie spacery?!
     Odpowiedź nadeszła kilka miesięcy później. Jako, że od października do grudnia byłam pochłonięta pokazywaniem psu, że te ruchliwe ulice w okolicy jej nie zabiją, potem przyszedł Sylwester i na wszelki wypadek do połowy stycznia nie ryzykowałam eskapad bez smyczy, a potem spotkało nas JESZCZE kilka niespodzianek (bo nasze życie było po Sylwestrze taaaakie nudne przecież!), więc odkrywanie terenów musiałyśmy przełożyć na okolice lutego. O ile wcześniej urwałyśmy się na długi spacer to tu to tam, to było jednak chodzenie w znane nam rewiry albo z przewodnikiem znającym teren i nie miało absolutnie nic wspólnego z legendarną, typową dla psiarzy obczajką terenów.
     Jak się okazało - moje okolice są pełne malowniczych, zielonych miejsc. Mało tego - jest tutaj masa tras rowerowych, które pozwalają spuścić psa ze smyczy na odcinku około siedmiu - dziesięciu kilometrów (czasami dłużej). Problem zaczyna się, kiedy człowiekowi zachciewa się jeździć piętnaście lub dwadzieścia i to z psem, ale hej! I tutaj znalazłam kilka rozwiązań, bo przecież kto szuka ten znajduje! Ostatnio natomiast nie tylko zebrałam to wszystko w jedno, ale również postanowiłam podzielić się w cyklu notek zatytułowanych właśnie "Gdzie na rower we Wrocławiu". Cykl dedykuję psiarzom szukającym ścieżek - kto chce wykorzystać go rowerowo - zapraszam. Trasy nadają się też do tradycyjnego biegania lub dreptania, jeżeli ktoś lubi długie wycieczki piesze. Od dziś czuwajcie w ostatnie środy miesiąca, gdyż to właśnie w nie będą ukazywały się trasy - przeważnie wrocławskie jako, że zjeździłyśmy na prawdę sporą część miasta, ale myślę, że smaczki z innych miejscówek, które będziemy odwiedzać, też się znajdą.
     Priorytetem dla mnie przy ustalaniu psiej trasy rowerowej jest zawsze przeważająca ilość przyjaznej psim łapom nawierzchni. Staram się więc, żeby chodniki stanowiły mniej niż 40% całej wycieczki (jak zobaczycie w niektórych trasach - nie zawsze jest to możliwe) a pozostałe 60% (lub więcej) było terenem, po którym sama z miłą chęcią przebiegłabym się na boso. Wały są właśnie takim miejscem - nie ze względu na utwardzoną nawierzchnię samego wału, ale ze względu na tereny rozciągające się przy rzece i ciągnące się tam ścieżynki oraz mini plaże. Taki teren daje fajne pole do popisu i pod względem samej przebieżki, i urozmaiceń (jakieś krótkie wodowanie, węszenie po krzaczorach) i odpoczynku - kanapki w plecak i można chwilę przysiąść nad brzegiem Odry w jednym z bardziej zacisznych miejsc - zasada jest taka, że im dalej od Kładki Zwierzynieckiej i Zoo tym częściej można natknąć się na miejsca wolne od okupujących plaże wędkarzy, studentów i grillowiczów.
     Trasa sama w sobie jest prosta i rozgrzewkowa - Miszon cisnęła ją do porzygu (na początku w wersjach odrobinę skróconych) przez pierwszy miesiąc przygody z rowerem. Nie wstawiłam tutaj naszego oryginalnego czasu - jest to coś zahaczające o dwie godziny. Owczar biegła średnim tempem wynoszącym dwa-trzy kilometry na godzinę - czyli taki spacerek po łączce. Bardzo lubię tą pętlę i często do niej wracam z czterech głównych powodów:
- daje możliwości treningu i socjalizacji przy tramwajach i (jeżeli trochę ją zmodyfikować) autobusach - biegnie bezpośrednio przy pętli Sępolno, po modyfikacji może zahaczyć o Bartoszowice i Biskupin.
- pozwoliła mi ogarnąć z grubsza Miszona reakcję na strzały - na wysokości Parku Biskupińskiego, gdzieś po drugiej stronie Odry jest strzelnica i dźwięk całkiem ładnie się niesie. O ile na początku reagowała trochę nerwowo tak po pewnym czasie (i kilkudziesięciu treningach frisbee w Parku oraz niezliczonej liczbie Postojów na Posłuszeństwo mniej-więcej na wysokości gdzie dźwięki te dochodzą) zaczęła ignorować dziwne wybuchy. Ponadto odgłosy te nie są intensywne, co jest kolejnym plusem.
- daje bardzo dużo możliwości na modyfikację (co omówię szerzej w następnej notce) i jest często naszym punktem wyjściowym do innych tras.
- alternatywy. To, co zaznaczone jest na żółto daje możliwość zboczenia z trasy bez kolosalnej różnicy w kilometrażu. Możemy więc w zależności od naszego widzimisia trochę zaskoczyć psa a jednocześnie nie rozciągnąć dziesięciu kilometrów do dwudziestu. 
     Ogółem trasa przebiega obok fajnych miejsc na socjal - gdzieś tam jest strzelnica, gdzieś tam są zapachy zwierzaczków (na same zwierzaczki nie natrafiłam), gdzieś tam są ludzie, biegacze, inni rowerzyści, pętle komunikacyjne, fajne plenerki na zdjęcia...
     
     Tak wygląda nasz start - zaczynamy za Mostem Zwierzynieckim (dojechać można tramwajami 1,2,4,10 i autobusami 115, 145, 146 - przystanek Kliniki) a potem to już tylko caaały czas prościuto Wałem lub wzdłuż niego (jeżeli zdecydujemy sie na ścieżynki po prawej).
      Którąkolwiek ze ścieżek jednak nie pójdziecie w końcu traficie w to miejsce. Idziemy prosto jak na obrazku z cyferką 1, a potem skręcamy w LEWO - jak na obrazku z numerem dwa. Na tym fragmencie przeważnie Miszon idzie NA SMYCZY. Samochody jeżdżą tam rzadko (w porównaniu z innymi rejonami Wrocławia), ale jednak JEŻDŻĄ. Kiedy wejdziecie znowu na wał (obrazek numer 2) macie do wyboru w zasadzie trzy opcje: szurać wałem (nie polecam - betony), szurać wzdłuż rzeki po prawej (polecam!) albo ścieżynką obok parczku, działek i cmentarzy po lewej. Wybór należy do Was.
     Kolejne podchwytliwe miejsce - po przekroczeniu jezdni skręcamy w lewo i lecimy prosto, cały czas wzdłuż torów tramwajowych. Park Szczytnicki jest jakieś 5-10 minut drogi rowerem od tego miejsca. Niestety przez sam Park Was nie przeprowadzę - Google Van tam nie jeździł - jednak wierzę w umiejętności orientacji w terenie - w najgorszym wypadku zrobicie psu fajny cool down w parku. Prawidłowo powinniście zakończyć trasę na przystanku Kochanowskiego.

Zagrożenia: o poranku i w godzinach wieczornych w rejonie pierwszego spuszczenia ze smyczy należy uważać na dziką zwierzynę i pijanych/upijających się studentów. O ile zwierzyna występuje raczej całorocznie (spotkałyśmy kuny, widziałyśmy ślady raciczek i tereny zryte przez dziki, więc wiecie - shit IS serious), o tyle studenci pojawiają się sezonowo (i są przeważnie niegroźni). Zdarzają się również inne psy i ich właściciele - różnie z ich savoir-vivrem, polecam mieć coś na upierdliwe burki w zanadrzu (sprawdza się rzuceniem prostytutką we właściciela (jak nie macie żywej to taka słowna wystarczy) albo odgrodzenie własnego psa od podbiegacza rowerem - w skrajnych przypadkach stuknąć upierdliwca przednim kołem - następnym razem będzie pamiętał). Po większych świętach kościelnych Owczarek biega zakratkowana - babki, kiełbasy, szyneczki, jajeczka... 
Strefa II (oraz Park Biskupiński): wiewiórki, dzieci, ich rodzice, Straż Miejska, ekshibicjoniści, czasami policja - ogółem jak to w parkach we Wrocławiu.
 Zalety: Socjalizacja! Wędkarze, ludzie, biegacze (to osobny gatunek człowieka), inni psiarze (to też...), inni rowerzyści, masa zapachów, strzelnica na tyle daleko, żeby PYKanie nie ogłuszało a na tyle blisko, żeby je było słychać, tramwaje i autobusy! Dodatkowo możliwość kilku alternatyw bez znaczącego wydłużania trasy, do Kochanowskiego przez Park Szczytnicki można ładnie psa ostudzić, wyciszyć i porozciągać - warunki sprzyjają.
My z Miszonem zdecydowanie lubimy to!

1 komentarz:

  1. Ohh jeeeej :D Nasze dawne tereny rowerowe <3 już od paru ładnych lat nie mieszkam we Wrocławiu ale jak tylko odwiedzam rodziców to natychmiast pożyczam rower i pędzimy z psami wałami :)

    OdpowiedzUsuń