Asia? Słuchaj, mam sprawę. Znasz jakiś domek, najlepiej z podrośniętymi nastolatkami, które chciałyby uprawiać psie sporty (nacisk na ...

Pies specjalny? Pies socjalny!

     Asia? Słuchaj, mam sprawę. Znasz jakiś domek, najlepiej z podrośniętymi nastolatkami, które chciałyby uprawiać psie sporty (nacisk na frisbee i agility), ogródkiem, na przedmieściach małego miasteczka? Z opcją nocowania i wchodzenia do domu, kontaktem z człowiekiem, oczywiście, żadnej patologii. Wizyta przed i po adopcyjna obowiązkowo.
Dlaczego chcesz oddać Miszę???
Nie chcę. To nieoficjalne. Rozglądaj się tak przy okazji. Nie mogę juz patrzyć na to jak ten pies ze mną cholernie nieszczęśliwy, boi się wszystkiego, nie ogarnia rzeczywistości po dwóch metrach od wyjścia z domu.
I może rzeczywiście w warunkach spokojniejszych, z człowiekiem z o wiele bardziej ustabilizowanym rytmem życia byłoby jej lepiej. Po prostu miej uszy otwarte, ok?
Fot. A. Filipiak

Wstyd się przyznać, ale tak wyglądała u mnie pierwsza i druga połowa października 2014 roku. Nie wiem czy można to nazwać poddaniem się - walczyłam o zdrowie psychiczne tego psa wszelakimi możliwymi sposobami i siłami, ale widziałam, że coś jest nie tak, że to nie działa, nie daje efektu, że ciągle jest gorzej a mój pies po zrobieniu kilku kroków wstecz po pozytywnym przyzwyczajaniu smaczkami, zabawkami i szaleństwem na przystankach i w drodze na nie robi dziesiątki korków w tył. Że każdego dnia jest jakby gorzej a ja nie mam na to żadnego wpływu.
Szczerze mówiąc w piździe mam czy właśnie sarkacie jak typowe polaki-buraki, że jestem kolejnym nieodpowiedzialnym człowiekiem, który chciał się pozbyć problemu, że trzeba się było z tym liczyć, trzeba było robić wszystko co możliwe (najlepiej zrezygnować z pracy, rzucić studia i wyjechać w Bieszcza... Nie, sorry, na jakieś inne zadupie. Pod namiot. I jeść owoce lasu i boru. Psa karmić dziką marchewką. czy czymś). Uprasza się owe osoby o wypierdalanie w tym momencie. W trybie pilnym.
     Nie rozumiałam, nie ogarniałam, nie potrafiłam znaleźć przyczyny i miałam wrażenie, że zegar mojego psa tyka. Bałam się, że nadejdzie moment kiedy na komendę "Idziemy na spacerek?" zamiast radośnie przybiec stanie w miejscu, przykucnie, wyśle dziesiątki CSów i zacznie się trząść i sapać. Dodatkowo wszystkie rady od specjalistów zdawały się zawodzić i być dla mojego psa bezsensowne.
     Przeprowadzka powrotna na Wrocław, w dodatku do ścisłego centrum, była dla nas ciężka, dla niej - ze względu na fobie (tramwaje, autobusy, pykające butelki (czego nie zlokalizowałam od razu) ) i nowości (światła wpadające przez olbrzymie okna w środku nocy i tworzące dziwne wzory na suficie - może to przez psychotropy ale pierwsze trzy-cztery noce zrywała się za każdym razem, stawała na środku pokoju i obserwowała zagadnienie). Dla mnie - ze względu na jej stan, zachowania, których ogarnięcie z ówczesnym ksiązkowym stanem wiedzy było dla mnie niemożliwe.
     Zaczęło się więc szukanie mniejszego zła i innego wyjścia. Pies żył w takim zawieszeniu od roku bez zmian na lepsze, ja nie mogłam przeprowadzić się na zadupie bez kontaktu ze światem, ona miała problem z życiem w dużym mieście - impas. W dodatku impas, który nakręcał moją frustrację, trochę stres, bardzo wkurw na siebie i odrobinę sprawiał, że czasami wręcz chciało mi się ryczeć.
     Paradoksalnie impas, który pojawił się nagle, bo Misza ze schroniska wyszła będąc zupełnie innym psem.
Fot. A. Pawlikowska

     Droga do dzisiejszego stanu rzeczy wbrew pozorom była długa, ale jej długość polegała na tym, iż długo zdobywałam wiedze niezbędną mi do opanowania zaistniałej sytuacji.
     Aż półtora roku konsultacji - ze specjalistami i amatorami. Z ludźmi po kursach, z doświadczeniem, bez, obserwatorów, tych, którzy widzieli nasze relacje i tych, którzy jedynie o nas czytali lub słyszeli.
     Aż miesiąc na psychotropach.
     Tygodnie bezsensownych treningów miejskich i pchania w psa smakołyków.
     Miesiące prób budowania pozytywnych skojarzeń.
     Od lutego jest lepiej. Pomogło nam kilka obserwacji - przede wszystkim dostrzeżenie i docenienie wrażliwości Miszy na mowę ciała. Ona wie wczesniej kiedy jestem wytrącona z równowagi lub ekstremalnie zestresowana - reaguje na to wybitnie źle, więc podczas kilku dni w miesiącu treningów posłuszeństwa zwyczajnie u nas nie ma.
     Dodatkowo pomogło zaprzestanie pchania w psa smakołyków na przystankach i w ich pobliżu. Smakołyk nagradza to, o czym pies myśli, głupota więc było pchać smaki w psa co do którego nie miałam pojęcia gdzie jego psi mózg wędruje - czy to stres? Delikatne zainteresowanie? Panika? Chęć ucieczki?
     Pomogła awersja. Generalnie zamiast użalać się nad psem, próbować reagować wg. szkoły pozytywnej na jej wściekłe ciągnięcie na smyczy w obliczu czegoś stresującego zafundowałam jej dwa nieprzyjemne doświadczenia. No i okazało się, że jestem straszniejsza niz autobus czy tam pociąg i trzeba jednak na mnie uważać a nie ciągnąć na oślep, botowielkiecośmniezarazzje. Moje ręce odpoczęły, kręgosłup również. Ten sposób jednak nie mógł być stosowany przy delikatniejszych kwestiach, żeby nie dodawać psu problemów.
     I zanim zacznie się pierdolenie o szkodliwości - może na waszych psach. U nas zdecydowanie brak. Wręcz przeciwnie - był to pierwszy krok, który pomógł mojemu rozwydrzonemu psu odnajdywać mózg w sytuacjach stresowych i reagować na komendy takie jak siad, leżeć, stój, zwolnij, idź.
     Kolejna sprawa ratująca nam tyłek to rowerowanie od lutego. Mam kilka teorii na temat tego dlaczego akurat to było krokiem milowym, faktem jest, że początkowe dreptanie około trzydziestu kilometrów tygodniowo aktualnie przerodziło się w okolice stu a czasami nawet ponad stu. Groźba rozjechania jednośladem za nieuwagę i wgapianie się w tramwaj/aubus zamiast na przykład skręceniu kiedy się o to prosi psa poskutkowała idealnie.
     Dopiero wycieczki rowerowe w okolicach kwietnia zaczęły sie kończyć tramwajowymi podróżami do domu. Jeździłyśmy daleko. Trenowałyśmy intensywnie. Nie miałyśmy siły wracać na pieszo do domu.
     Ignorowanie psa. Kontrolowanie w jakimś stopniu własnej mowy ciała. Ale przede wszystkim olewanie psa kiedy gdzieś tam był tramwaj. Zero cyrku. Zero szopek. Zero smaków. Zero zatrzymywania się. Ewentualnie opieprz za próbę ciągnięcia, zmienianie strony, usiłowanie ewakuacji na rączki.
Fot. S. Nizioł
     Miałam psa specjalnego. Mam nadal. Ale widzę, że robi się z niej zwierzę coraz bardziej socjalne, pewne siebie w kontaktach z obcymi, szukające wsparcia w przewodniku i to wsparcie dostające. Powoli zaczęło do niej docierać, że pewne rzeczy w mieście jej nie zjedzą. Że ludzie nie skopią. Że są pewne zachowania, których nie toleruję niezależnie od tego czy jesteśmy na spacerku po łączce czy wokół nas szaleje inferno, demony wychodzą z piekieł, tłumy potępionych dusz wiwatują na cześć Lucyfera a sam władca piekieł właśnie przymierza się do próby pożarcia jej żywcem.
Innymi słowy: choćby skały srały nie masz prawa robić pewnych rzeczy. I koniec. Kropka.
Fot. U. Sus. "No ale, kurwa, jak to NIE MOGĘ zabić tego podejrzanego ktosia???"
     Ostatnio dotarło do mnie, że przeszłyśmy razem tuż koło Ronda Regana, oddzielała nas od niego w sumie tylko kilkupasmowa ulica. Po naszej lewej był Pasaż Grunwaldzki. Coś o czym w lutym nie mogłam pomyśleć. Coś, czego w lutym bym nie zrobiła, bo pies nie podchodził do frontu Pasażu nawet na 300-400 metrów.
     Coś, co dla wielu z Was jest normą i codziennością - spacer z psem w centrum, przy ruchliwej kilkupasmowej ulicy, w tłumie ludzi, z pętlą autobusowo - tramwajową obok. bez spiny. Bez stresu. Bez strachu.
     Coś, czego nie zauważyłam, bo Misza się nie spięła.
     Coś, co dało mi nadzieję na normalnego psa.
     Aktualnie widzę działania, które muszę podjąć w nadchodzących dniach i tygodniach i jest to dla mnie stosunkowo nowe - dawniej działałyśmy bardzo po omacku.
     Aktualnie mamy dość konkretny plan. Trzymajcie kciuki.
     Moja bitwa o komfort życia Miszy jeszcze się nie skończyła.
     Ona dopiero się zaczęła!

5 komentarzy:

  1. Cieszę się. Szkoda, że dużo tu niedopowiedzeń, ale chyba rozumiem przyczynę.
    Powodzenia i częściej melduj co z Miszonem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. z ręką na sercu - niedopowiedzenia nie są celowe :) Jeżeli chcesz coś wiedzieć więcej - daj znać. Myślę, że rozwinę bez problemu temat :)

      Usuń
  2. Jestem dumna! Oby tak dalej! Będziecie jeszcze jeździć pociągami! Najpierw grupowo z Pty i Haru, a potem.. sami(ew. sami we dwójke psów :D)! :D

    OdpowiedzUsuń
  3. nienawidzę marudzenia, że psa trzeba mieć przy sobie na dobre i na złe, a jak ktoś sobie nie radzi to musi rzucić pracę, iść pod most i odżywiać się powietrzem byleby tylko pies był szczęśliwy…
    A co do Miszy to moje zdanie znasz :D Chciałabym tylko wiedzieć co zrobiłaś że ją tak przypakowałaś, ja też chcę mieć takiego umięśnionego Gira!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oh stop it, you :P
      Nie przesadzaj, Giro jest o wiele lepiej przypakowany niż Misza :P I dobrze o tym wiesz ;)
      A Owczarek w sumie nic wielkiego nie robi - biega przy rowerze, pływa i łapie frisbee :) Już nawet na piłkę ostatnio nie ma czasu :C

      Usuń