Pierdolamento o tajemnicach treningu      Nie jest tajemnicą, że w szkoleniu mojego psa używam raczej metod zrównoważonych niż pozytywny...

Pierdolamento o rowerowaniu z psem

  Pierdolamento o tajemnicach treningu
     Nie jest tajemnicą, że w szkoleniu mojego psa używam raczej metod zrównoważonych niż pozytywnych. Oznacza to, że za dobre zachowanie nagradzam, za złe opieprzam. Zdarza mi się szarpnąć smyczą i nie mam absolutnie żadnych oporów przed używaniem w szkoleniu kolczatki, dławika czy OE(chociaż tych trzech narzędzi na własnym psie nie praktykuje) w szkoleniu psa - zdaję sobie sprawę z tego, że są to NARZĘDZIA szkoleniowe a nie narzędzia zbrodni i właściwie użyte mogą nie raz i nie dwa uratować naszemu psu tyłek. Nie, niunianie, głaskanie, smaki - nie dają takiego efektu. Nie widziałam, NIGDY, ani razu w moim życiu psa tak dobrze i skutecznie wyszkolonego za pomocą "metod pozytywnych" czy też "szkolenia dog-oriented" jak psy robione za pomocą metod tradycyjnych. Psikus, moi mili - wcale nie byly to psy zgaszone, szurające brzuchem przy ziemi, z ogonem między tylnymi łapami - normalne, zdrowe, znające granice psy i przestrzegające zasad bez względu na wszystko.
     Mogłabym rozwodzić się nad tym godzinami, podsumuję jednak tylko - wszystko z umiarem, bez ortodoksji. Mając to na uwadze nie dziwi, że pierwsze spotkanie z rowerem Miszy zakończyło się na przednim kole. Wszystkie blogi, poradniki i inne tego typu teksty polecają w fazie przyzwyczajania psa do roweru najpierw kilka(sic!) "przejażdżek" prowadzić psa przy prowadzonym rowerze. Niech powącha, niech się zapozna, możemy trochę poklikać. Dopiero potem należy wsiadać i uważać absolutnie, żeby pies nam się nie wkręcił w szprychy.   
     Bo się zniechęci.
     Misza istotnie, zaraz po kontrolowanym wkręceniu się w szprychy(dwukrotnym) zniechęciła się zdecydowanie do wszelakich prób zmian strony od frontu i nagłych wycieczek do kotów po prawej stronie i jeśli cisnęła ją nagła potrzeba podczas swobodnego biegu przy rowerze bez smyczy, żeby nie oglądać lewej strony łąki tylko jednak sprawdzić co słychać po prawej - robiła to zachodząc rower od tyłu.
     Mogłabym tu teraz napisać, że metoda jest kontrowersyjna(moim zdaniem tyle w tym kontrowersji ile w smarowaniu chleba masłem), że należy uważać i inne takie, ale wychodzę z założenia, że czytelnicy tego bloga nie są debilami i znają swoje psy na tyle, żeby samodzielnie ocenić czy taka akcja psa zniechęci, zachęci czy straumatyzuje.
"Trauma? To znaczy, że musisz mi więcej dawać jeść???"
I jeszcze słowo o STRONIE
Nie wiedzieć dlaczego, wiele osób tłucze Wam do głowy, że pies MUSI(!) biegać po lewej stronie roweru. Jeszcze kilka lat temu jak szukałam info na ten temat to ta wiadomość królowała. Nie wiem z jakiej racji - ja preferuję bardziej prawą stronę. Jaką ty - twoja sprawa.
Swój wybór uzasadniam prosto - po pierwsze, wszelakie trawniki i inne takie miejsca są zazwyczaj po mojej prawej. Po drugie - jeżdżąc gdzieś po jakiś zadupiastych drogach wiejskich po prawej mam pobocze, trawkę i inne atrakcje, po których może biec pies. Lewa strona wydaje mi się dość dziwnym wyborem. Ale to ja.
     Pierdolamento o komendach
     Prawo, lewo, rozróżnianie kierunków... WUT? Misza pierwsze słyszy. Owczarek nie rozróżnia kierunków, nie była tego uczona, bo i po co, skoro nie biega z przodu, a nawet jeśli biegnie przed rowerem bez smyczy na ścieżce wystarczy jej cmoknąć, żeby skumała, że zmieniamy kierunek i zerknęła w którą stronę. Czasami pokazuję jej ręką, ale generalnie mój pies nie jest głupi, wystarczy jej popatrzeć na rower, żeby wiedzieć, w którą stronę tenże własnie jedzie.
     Komendy takie jak "stój" i "idź", "szybciej" i "wolniej", "blisko" i "równaj" nie były uczone specjalnie do roweru... Nie wyobrażam sobie bez nich codziennego życia z psem, codziennych spacerów, choćby i na siku. Przepuszczanie ludzi na wąskich chodnikach, wymijanie innych psów czy ludzi, stanie na światłach, stanie przy przejściach, ruszanie - to nasza codzienność, w której nie widze powodu by szarpać psa nerwowo smyczą z nienacka, skoro mogę jej jasno przekazać czego od niej wymagam lub będę wymagać w przeciągu kilku następnych sekund. Do oswojenia tej codzienności potrzebowałyśmy więc tych kilku magicznych słów niczym szkoleniowiec pozytywny klikera. Okazało się, że przy rowerze też są przydatne.

Rozwalimy się na całą ścieżkę, bo możemy.

     Pierdolamento o sprzęcie
     Z Miszonem rowerujemy się rekreacyjnie. Nie chcę, żeby mój pies rower ciągnął rower, ma biec spokojnym kłusem obok jednoślada, i tak zazwyczaj robi. W szelkach (guardy) i  na linie z amortyzatorem - na wszelki wypadek gdyby gdzieś się szarpnęła czy odskoczyła, co w warunkach miejskich, z psem, który boi się tak wielu rzeczy czasami się zdarza. Ale, wbrew temu co wszyscy mówią - szelki nie są tu jakąś koniecznością. Jeżeli pies biegnie przy rowerze, równie dobrze może biec w obroży. Minus tego rozwiązania jest taki, że linka może mu się obijać o klatę lub pałętać między przednimi nogami. Przy szelkach ten problem nie istnieje. Żadne łapy w nic się nie wplątują. Aha. Guardów do ciągnięcia roweru, nawet na krótkich dystansach - nie polecam. Może kwestia tylko naszych, może guardów ogółem - ale beznadziejnie rozkładają ciężar(Miszon uprawiała w nich jednorazowo canicross). Tłumaczenie "bo to na krótko" jest całkiem spoko - w takim razie używajcie szelek norweskich albo obroży. No co? Przecież na krótko!
     W kwestii roweru - najzwyklejsza, nieprzeżarta rdzą koza za flaszkę wódki będzie wystarczająca. Do rekreacyjnego pomykania po mieście potrzeba roweru, który nie rozsypie się i będzie wygodny dla ciebie. Pies ma pod ogonem na czym jedziesz dopóki jedziesz.
     Niektórzy polecają śmieszne wynalazki montowane pod siodełkiem lub gdzieś z boku. Fajne to niby, bo ręce wolne, ale ja osobiście tego nie widzę. Po pierwsze ze względu na płochliwą naturę (psa), po drugie - ze względu na koślawe umiejętności lawirowania rowerem między ludźmi palętającymi się na ścieżce rowerowej(moje). Z jednej strony niby taki bajerek jest plusem, bo nie trzeba w delikwenta rzucać wiązanką wyzwisk tylko wystarczy niewinnie go zahaczyć. Rozwiązanie idealne, gdyby nie to, że ma ten bajerek jeszcze psa na końcu.
Nie wyobrażam też sobie tego(pierwszej opcji) z dużym i/lub silnym psem. No i nie mogę wtedy dowolnie skracać lub popuszczać psu smyczy a to właśnie robię kiedy widzę, że musimy cos ominąć lub że pies się zmęczył i woli biec bardziej z tyłu. Wobec tego, udziwnieniom przy rowerze mówimy stanowcze: won.
Omatkoboska, tramwaj!

     Pierdolamento o...ZALETACH
     To wciąga i uzależnia. Poważnie i bez żartów. Odkąd zaczęłyśmy rowerować w połowie lutego przestałam chodzić na długie piesze spacery. Ciągną się bez końca i są pierońsko nudne. Przełamałam się w ciągu tych jedenastu tygodni może jakieś trzy razy a potem leczyłam traumę rowerem zarzekając się, że nigdy więcej już nie zdradzę moich ukochanych dwóch kółek ;)
     Ponadto takie rekreacyjne wybiegania mają zbawienny wpływ na mojego psa, głównie przez to jak planujemy trasy. Misza o wiele mniej stresuje się przy tramwajach (w sumie to ma je trochę w dupie) i ruchliwych ulicach, o wiele mniejsze wrażenie robią na niej autobusy i wędkarze oraz - co jest dla mnie najważniejsze - przy rowerze nie gubi mózgu, nie próbuje na chama uciekać i po jedynym przykrym doświadczeniu kiedy zamiast skupić się na tym, żeby biec i skręcić skupiła się na tym, żeby uciec przed o-żesz-kurde-morderczym-PSSSST co zaowocowało zderzeniem się z rowerem, moim głośnym wezwaniem Ladacznicy, Miszy stanowczym "Peniam, rezygnuję z tego całego roweru" i moim mającym większą siłę przebicia "Łapy całe? Całe. Żebra całe? Całe. Znaczy się - pobiegniesz i nie przebijesz sobie płuca robiąc to. Zbieraj mózg z chodnika i lecimy dalej". I wiecie co? To najlepsze na co mogłam wpaść. Teraz może się palić i walić, robotnicy mogą nakurwiać młotem pneumatycznym, autobus robić psst - pies nie traci mózgu, w najgorszym razie po prostu przyspiesza, żeby szybko wyminąć zagrożenie. TYLE.
     Nie ulega wątpliwości, że Miszonowi w terapii Małych Pozytywnych Kroczków brakowało jednak czegoś. Nie wiem czego - fitnessu? Zetknięcia z bodźcem na zasadzie "ojejku, widzę - biegnę - minęłam - nie zjadło - biegnę dalej"? Nie wiem, ale wiem, że największe postępy w dziejach zrobiła w ciągu ostatnich siedmiu miesięcy z naciskiem na październik-listopad i psychotropy, oraz luty - maj i rower. Przy czym ten drugi okres w sposób dla mnie zauważalny niesamowicie podniósł jej samoocenę i pewność siebie.
     Oczywiście do tego schudła i nabiera powoli masy mięśniowej.
Wykąpany chillujący po rowerze Miszon.

     Pierdolamento... miało być o wadach
     Nie stwierdzono.  Jedyną wadą rekreacyjnego rowerowania z psem może być przewodnik-pizda, który wysyła psu złe sygnały, nie ufa mu i przeciąża własnego zwierzaka(zrobiliśmy dzisiaj pięćdziesiąt kilometrów? Wow, czuję się tak świeżo, to porzucam Ci jeszcze dyski, chodź!).
Apeluję, miej tą świadomość, że:
- Ty masz w rowerze przerzutki - możesz sobie uczynić z podjazdu pod górkę istny spacer po łączce. PIES NIE.
- Ty na trasie masz wiele momentów, w których nie pedałujesz - zjazdy z górki, opadający teren. Pies NIE ma tego komfortu - z górki czy pod górkę - BIEGNIE CAŁĄ TRASĘ.
- Pies BIEGNIE CAŁĄ TRASĘ. Powtórzę. Wiem, pisałam, że wierzę iż czytelnicy tego bloga to nie debile, aczkolwiek ciągle mam z tyłu głowy, że jakiś może się tu zaplątać przypadkiem.
Dla mnie rekreacyjna jazda z psem jest bułką z masłem - tempo zazwyczaj niezbyt szybkie, więc przy postojach czuję się świeżo. No właśnie - DLA MNIE, JA.
- Twoje stopy nie dotykają podłoża. W gorące dni(nie musi być to upał...) polecam planować trasy tak, by minimum drogi przebiegało przez betony i asfalty. TO PARZY psie łapy. TO BOLI Twojego psa. Nawet jeśli nie daje tego po sobie poznać.
TO ŻYWE STWORZENIE a nie maszyna, na litość boską.
- Z tego też powodu weź sobie daruj jakieś ostre kamienie czy inne wbijające się nawierzchnie. Już nie mówię, że masz biec na boso tam, gdzie puszczasz swojego psa(chociaż niektórych to bym przeszurała), po prostu używaj mózgu, wykaż się odrobiną empatii.
- PLANUJ. Nie tylko przebieg treningu tak, aby pies nie stracił sił gdzieś w połowie, ale również to, co będziesz robić z psem po nim. I w dniu następnym. Co dasz mu do jedzenia, jak go zregenerujesz.
Taka mała wskazówka dnia: Misza uwielbia masaże :) Wałkowanie, rolowanie, ugniatanie psa jest w deseczkę.
I jeszcze: TAK, TRENINGU. Dwadzieścia kilometrów, zrobione nawet i w dwie-trzy godziny, to ciągle wysiłek...
- Woda. Nie zapominaj!!!


13 komentarzy:

  1. Wiesz co, kilka razy zrobiłam nagły skręt przednią oponą w lewo kiedy pies chciał mi strzelić do przodu za kotem (tylko z tym mamy problem jeśli chodzi o rower), zdziwił się, kilkanaście minut biegł ładnie i tyle z tego było, bo z każdą kolejną próbą było to samo. Mój jest mało wrażliwy na wszelkie korekty, możesz na przykład drzeć się na cały głos a on ma to w dupie. I tak się skończyły nasze przejażdżki rowerem, nad czym ubolewam. Już nawet nie zależy mi na tym żeby ciągnął i jednocześnie nie reagował na otoczenie (haha) ale żeby biegł przy rowerze (na smyczy bo bez będzie uciekał do psów). Lipa trochę, w lesie z kolei bym wylądowała na pierwszym drzewie bo komuś by się zachciało sarny gonić ;).
    Zazdroszczę trochę no i Emet zazdrości Miszy że może sobie więcej latać luzem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze to nie pamiętam jak się zebrałyśmy na pierwszy rower. Albo też pierwsze rowery, czy tam nie było obroży w planie. Podejrzewam, że tak, bo pamiętam, że ona też mi raz czy dwa próbowała skoczyć za kotem, a teraz jakoś jej one nie interesują, więc albo ją jakoś spacyfikowałam na początku z użyciem Ladacznicy, albo odpuściła sama(?) :D
      Nie zazdroszczę takiego Emeta w każdym razie :D

      Usuń
  2. My też mamy szkolenie równoważne, które nie przynosi efektów jak to mówią, ale nie wyobrażam sobie nie powiedzieć nic psu, który mi spieprzył do innego, bo w pozytywnym szkoleniu obywa się po prostu bez smaka. :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Kluczem do wszystkiego jest poznanie potrzeb i osobowości swojego psa. Psy lękliwe mogą się naprawdę i na serio zrazić do roweru, jeśli postawimy je przed faktem dokonanym, tzn. siadam na rower i w długą, a pies razem ze mną! Psy wrażliwe mogą się naprawdę i na serio zrazić wplątując się w szprychy. Ba! Często lepsze jest szybkie przejście do spokojnej jazdy, żeby pies "zapomniał", ale nie zawsze może się to udać i trzeba będzie psa odwrażliwiać. Wszystko zależy od psa.
    Podobnie ze stroną, ja preferuję zawsze tę, która pozwoli psu na mijanie przechodniów po zewnętrznej stronie (czyli pies-ja-przechodzień).

    Zupełnie i tak samo jest z wyborem metody szkolenia. To temat rzeka. Wybierając te bardziej ryzykowne metody trzeba mieć prawie 100% pewności tego co się dzieje w głowie psa i jak na niego wpłyniemy. A to bardzo, bardzo trudne, szczególnie w przypadku mieszańców. I bardzo łatwo jest się poślizgnąć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam psa lękliwego i wrażliwego. Przeżyła, nie zraziła się, nie dostała takiej okazji :D Ciężkie ma życie, oj, ciężkie!

      Usuń
  5. Ja znam 6 psów szkolonymi samymi metodami pozytywnymi i są posłuszne jak... Ojej. :D Jak się chce to można. Zwykle ludzie nie używają samych metod pozytywnych bo według nich (pff, po dwóch tygodniach stosowania..) nie dają żadnych efektów. Ale to takie tylko o metodach. Ale szanuję, bo po prostu nie warto się spinać o odmienne zdania jak i tak nikt swojego nie zmieni. ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gratuluję bogatych doświadczeń!

      Usuń
  6. Z metodami podpisuję się rękami i nogami. Nie ma jednej, słusznej drogi (religii?) i dobrze jest pomieszać i zamieszać i wymieszać idealną mieszankę pod konkretnego psa. Ale ludzie tak kochają schematy, że ciężko to przełożyć na realia xD
    U nas rower genialnie sprawdza się jako środek uspokajający w przeciwieństwie do polecanych ćwiczeń sztuczek, posłuszeństwa i aportu, który tylko nakręca Girowe "zrobię wszystko, jestem borderę, zrobię wszystko wszędzie i cały czas będę robił!!!"

    Z drugiej strony ostatnio napisałam u siebie coś podobnego, ale w mocno nakazowo- zakazowym tonie. A to wszystko dlatego, ze przychodzi do mnie milion maili i wiadomości "czy można na kolczatce bo inaczej ciągnie" "czy z 11letnim grubawym labkiem można bo ja lubię rower" "czy picie wody z kałuży wystarczy na 50km?" "dzisiaj ciągnał mnie na rowerze po ścieżcie rowerowej i nie uwierzysz- ma zdarte łapy do krwi i kuleje! czemu?" itd….

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja również miksuje, odkąd trafiłam na beton + Bal odkrył, że ma jajka, a co za tym idzie testosteron. Dziecięciem będąc był miękki jak asfalt w sierpniu i wystarczyło ostrzej powiedzieć i już był dramat :) Teraz niestety czasem musi dostać ostrą zjebkę do kilku pokoleń wstecz. Więc też jestem z tych łączących :)

    Co do roweru - genialny tekst, podpisuję się. Dzieciaki u mnie dobijają powoli do wieku stosownego, żeby rozpocząć rowerowe wycieczki (na plus dodatkowo, mieszkamy w wiejskiej części miasta, więc dookoła nas fajne pola z rowkami z wodą, przyjemne, nie stresujące trasy).

    OdpowiedzUsuń
  8. Co do zasady chodzenia czy biegania po lewej stronie - ja nigdy tego nie zrozumiałam. Odkąd mam szczeniaka naturalne było że pies po prawej stronie (trawniki itd.), chłopa po lewej trzymam. I jakoś mi łatwiej w awaryjnych sytuacjach prawym bicepsem smycz ciągnąć by młodego zawrócić. Marzy mi się jazda rowerem z psiakiem obok swobodnie goniącemu (dobermanowi wszak nie pasuje moje tempo spacerowe jego jest zdecydowanie szybsze - duży pies duże kroki). Dobry wpis dający kopa co wyćwiczyć koniecznie muszę czyli wszelkie stój, wolniej, szybciej (bo mnie zabije ta masa). Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ptyś - chart afgański - biegał na początku (i w sumie biega dalej) na obroży. Chłopak biegnie przy rowerze, nie ciągnie, jest małym kucykiem (więc nie ma szans, żeby smycz mu się plątała pod nogami) o szyi żyrafy i w ten sposób najłatwiej było go kontrolować - właśnie żeby ta masa nie zabiła :D

      Usuń
  9. Z tym "szkoleniem pozytywnym" to wydaje mi się że problem tkwi w nazewnictwie. Według mnie jest to szkolenie oparte na zasadach psychologii behawioralnej, w której stosuje się m.in karę pozytywną. Ta kara wcale nie jest przyjemna.

    OdpowiedzUsuń