W zasadzie sama nie znałabym jej, gdyby nie fakt, że poleciła mi ją kuzynka ze stanowczym: "Musisz ją przeczytać!". Kurcze,...

Książka, której psiarze nie znają... A powinni!

     W zasadzie sama nie znałabym jej, gdyby nie fakt, że poleciła mi ją kuzynka ze stanowczym: "Musisz ją przeczytać!". Kurcze, może i musiałam, ale przymus ten został zignorowany przez wiele lat jako że kuzynka swojego egzemplarza nie posiadała, a ja własnego nie mogłam dostać w żadnej księgarni. I tak dopiero po około trzech latach trafiłam na książkę zupełnie przypadkiem. Leżała sobie - mała, cienka, niepozorna na wyprzedaży a ja wiedziałam już, że cena nie gra roli, i tak "Niosąca radość" Krzysztofa Czarnoty znalazła się w mojej biblioteczce.   
     Rozmawiając ze znajomymi odnoszę wrażenie, że książka znana jest nielicznym psiarzom. Wystarczy wdać się w rozmowę o literaturze by usłyszeć, że Marley'a znają na pamięć, po cichu kibicowali Cujo a także wędrowali z Lessie... ale historii Pointy nie znają. I tutaj w sumie mała dygresja - bo jak odróżnisz "psiarza" od połączenia psiarza z koniarzem? Prócz zapachu? Po literaturze!

     "Niosąca radość" bowiem przyciąga średnio wzrok zazwyczaj przez okładkę. Kto by się po niej spodziewał, że historię nakręcać będzie nie gorącokrwisty kłusak a briardzica o ciepłym sercu?
     Pierwszy raz książkę przeczytałam w pociągu(kolejne 4 razy też), wtedy jeszcze "bezpsia" albo raczej z psem "wydzierżawionym" mojej siostrze... I tak jakoś historia mnie poruszyła, nawet trochę się przy końcówce zdziwiłam, trochę ucieszyłam, ale bez szału. Po raz drugi historię młodego karierowicza, dla którego czas to pieniądz, czytałam całkiem niedawno. I jakoś... utożsamiłam się z nim bardziej. Głównego bohatera poznajemy poniekąd na zakręcie. Dosłownie i w przenośni. Młody mężczyzna, dusza towarzystwa, pełen portfel, szybkie auto, kawaler, dobrze płatna praca - jeśli macie przed oczyma kogoś kto przeszkody depcze bez choćby mikrorefleksji dotyczącej ewentualnych skutków to strzeliliście w dziesiątkę. Przez ponad sto kolejnych stron przedzieramy się przez stopniowy proces uświadamiania sobie tego, co w życiu najważniejsze. Oczywiście - kto w tym pomógł naszemu młodemu karierowiczowi jeśli nie briard? Ciężko powiedzieć o tej dwójce coś więcej, by nie zrobić brzydkiego spoileru... :)
     Książce daje uczciwe 7/10 - w sam raz na 2-3 godziny podróży.

0 komentarze: