Pokuszę się o stwierdzenie, że nie wie co to "linienie" człowiek, który nie miał białego psa. Lub psa z białą lub bardzo jas...

O kłaczeniu i czym z tym walczyć

    Pokuszę się o stwierdzenie, że nie wie co to "linienie" człowiek, który nie miał białego psa. Lub psa z białą lub bardzo jasną sierścią. Wypadającą. Zapewniam Was, że jest to niesamowita sprawa - kłaki są wszędzie. Na łóżku, za łóżkiem, na kocu, pod kocem, w nowo otwartym jogurcie... Ogółem KŁAKOGEDON. Niestety walczyć z tym jest ciężko, życie staj się upierdliwe, bo dywany odkurzać należy minimum dwa razy dziennie, podłoga po dwóch przejściach psa jest do ponownego zamiatania, pies natomiast sypie się jakby nie miał nic lepszego w planach.
     I nie, nie jestem pedantką.     Na szczęście w odpowiedzi na ludzką tragedię z udziałem psa stworzono preparaty mające na celu pomóc nam w pozbyciu się problemu... lub kilku złociszy z kieszeni...
     Pod lupę w naszym wypadku wzięłam dwa produkty: Efa Olie i Gammolen(Fanów i obrońców Gammolenu uprasza się o opuszczenie tekstu w tym miejscu).
    Eksperymenty na własnym psie to dość kosztowna sprawa, ale co zrobić, czasami trzeba. Zacznę od produktu skutecznego... czyli Efa Olie. 
Moja pierwsza styczność z tym preparatem została zapoczątkowana przez weterynarza, który widząc moją desperację podrzucił mi ten środek. Pierwsze wrażenie - całkiem w porządku: buteleczka jest niewielka, zgrabna, z pipetką do aplikacji produktu i do tego - jak mi się wtedy wydawało - droga niczym produkcja Avatara... Jak się jednak okazuje zawiera w sobie płynną magię wartą każdej złotówki na nią przeznaczonej.

W czasie podawania EFY Misza była wyczesywana co drugi dzień, w momentach podwyższonej desperacji nawet codziennie. Ilość kudłów zostawianych na szczotce przerażała, bo zostawiała pole do domysłów ile suka zrzuca w domu i - co więcej - ile jeszcze razy ją wyczeszę zanim wyłysieje do zera (jak się okazało - setki, a kudły dalej na miejscu i jest co czesać). Dwa tygodnie po zastosowaniu EFY ilość sierści wymiatanej z zakamarków mieszkania i wyczesywanej z psa zmalała o jakieś 25%. W praktyce oznacza to, że jak zazwyczaj wyczesywałam z jednego boku psa cztery pełne szczoty sierści(około), tak teraz tych szczot było sztuk trzy.

Po miesiącu ilość zmalała widocznie. Co więcej, miałyśmy okazję gościć Miszową cioteczkę, która zwróciła uwagę na to, że kłaczki psa stały się przyjemniejsze w dotyku. Taki dodatkowy gratisik.

Poza powyższymi zaletami jest jeszcze jedna, OLBRZYMIA: EFA jest przez Misze uwielbiane. Bałam się, że będę musiała przemycać w jedzeniu (i tak też początkowo robiłam), ale okazało się, że sam zapaszek jej się podoba, bo zlizywała swoją dzienną dawkę prosto z pipety. Przy jedzeniu, które Owczarowi nie pasowało, EFA pełniła funkcję dosmaczacza:)

Wadą może być jedynie dość wysoka cena + fakt, że przy dużych psach (Misza ma 17 kg, starczyło na ok. 1,5 miesiąca) może "iść jak woda"...

A teraz czas na rozczarowanie roku 2014 - Gammolen. Na Gammolen zecydowałam się w związku z dwoma sprawami - pierwszą była MEGA pozytywna recenzja u Niuchacza (razem ze zdjęciami dywanu), drugą fakt, że Gammolen był po prostu tańszy niż EFA.
No cóż, nie pierwszy raz w życiu przekonałam się, że na psie nie warto oszczędzać.

Pierwszy zgrzyt z otwarciem pudełka - łatwiej dostać się do Mordoru niż odpieczętować nasz Gammolen:P

Drugi zgrzyt pojawił się przy podawaniu tabletek. I tutaj zatrzymam się na dłużej. Misza jadła pięknie wszelkie Amino Biotyny, Wapnie, EFĘ i inne suplementu a Gammolenowi powiedziała stanowcze NIE. Przemycałam więc żółte kapsułki w parówkach. Działało z początku. Jak tylko załapała - zaczęła gryźć parówki i wypluwać gammolen. Przemycałam w misce z jedzeniem po tym jak Patrycja doniosła mi, że u niej to tak przechodzi. Owczar się połapała i gryzła KAŻDĄ JEDNĄ granulkę Brita wypluwając gammolen. Więc niestety - musiałyśmy rozwiązać sprawę w taki sam sposób jak z tabletką na odrobaczanie. Na szczęście nie była na tyle zdesperowana, żeby wymiotować.

I w końcu trzeci, najgorszy dla nas zgrzyt - brak skuteczności. Nie twierdzę, że Gammolen nie działa NA ŻADNEGO PSA. Dość szeroka grupa pozytywnych opinii (chodzi mi o takie jak Niuchacza a nie o tych co stosują żółte pastylki tydzień i twierdzą, że już widzą niesamowite efekty:P) potwierdza, że na niektóre psy jego działanie jest wręcz cudotwórcze.

Na Miszy jednak nie wywarł wrażenia - mam wręcz wrażenie, że kłaczenie się wzmogło, ale zwalam winę na temperatury za więcej kłaków. Gammolen temu niewinny, bo summa summarum nie zrobił... nic;)

Poniżej efekty standardowego czesania Miszy - Pół szyi i JEDEN bok. Drugi miesiąc stosowania Gammolenu, pudełko opróżnione. Wobec tego żółtym pastylkom dziękujemy za osuszenie naszego portfela, wracamy do pipety:)


1 komentarz:

  1. Hej, hej tutaj perfekcyjna pani domu ;)
    Czy próbowałaś pozbywać się sierści z mebli za pomocą lateksowej rękawiczki umoczonej w wodzie? Serio. Zakładasz, moczysz i przejeżdżasz po tapicerce. Na ubrania też działa ;) Wiem, że na samo kłaczenie nie pomoże ale przynajmniej da radę wyczyścić meble i ciuchy na 0,00001 sekundy ;)
    Próbowałam i działa ALE mój Dziabong jest jednak rudo-płowy, nie biały.

    OdpowiedzUsuń