Nadchodzi maj. 6 miesięcy zimy z minus pierdylionem stopni odeszło w zapomnienie i zamiast tego za oknem świeci słońce, tempera...

Miszczowtręt #1

   
     Nadchodzi maj. 6 miesięcy zimy z minus pierdylionem stopni odeszło w zapomnienie i zamiast tego za oknem świeci słońce, temperatura wzrasta niczym ceny paliwa, pyłki zbierają siły, formują armię i napadają na alergików a ptaki śpiewają - bo tak. W takich warunkach ciężko siedzieć w domu - słońce świeci w monitor, tyłek ślizga się po krześle a radosne trele sprawiają, że ciężki metal puszczany przez głośniki po prostu NIE BRZMI(ze zdziwieniem stwierdzam, że dubstep szczególnie na tym nie cierpi...). Człowiek myśli: "kurcze, wyszedłbym gdzieś". Nie widzę jednak sensu w samotnych włóczęgach po mieście. Uwielbiam je, ale mam zawsze takie krystalicznie czyste wrażenie, że po prostu marnuję czas. Znajomi nie chcą wychodzić "ot tak" - muszą mieć zawsze cel. Idziemy do... konkretnego miejsca. Ewentualnie możemy iść pobiegać, na siłownię, na rower, na basen(dobra, przesadziłam, moi znajomi to nie sportowcy, prędzej powinnam napisać "na piwo, na wódkę, na wino".)... Ale spacer ? Taki bezcelowy ? 
     I pojawia się magiczne rozwiązanie - pies! Czy jest wdzięczniejszy towarzysz spacerów ? Ano nie ma. Patrząc na kwietniowe statystyki adopcji w naszym schronisku - nie tylko ja doszłam do takiego wniosku. Wiosna jest dobrym czasem na zmiany, niektórzy ludzie właśnie ten czas wybierają na to, żeby wziąć psa ze schroniska. Endorfiny, witamina D - małe bąbelki szczęścia, które sprawiają, że nie ma rzeczy niemożliwych i jakoś tak w czlowieku budzi sie optymizm...
     Ale nie od dziś wiem to ja i wiecie to Wy, że pies to nie tylko magiczne dni pełne endorfin i witaminy D. Kurcze, niezliczona ilość osób to powtarza, ale jak patrzę na ludzką lekkomyślność wciąż mam wrażenie, że zbyt mało się o tym mówi. Krótka analiza - kiedy myślimy o wzięciu psa ? Najczęściej wtedy kiedy mamy ochotę do działania, nastrój dopisuje. Spróbujcie przyłapać się kiedyś w momencie największej deprechy, kiedy nie macie ochoty wstać z łóżka a jak już wstaniecie to wściekacie się na wszystko i wszystkich. Albo w momencie kiedy wszystko leci z rąk, nic się nie układa a za oknem leje deszcz. Jeśli macie już psa to poczekajcie na moment kiedy on będzie miał gorszy dzień - nie wykonywał poleceń, głuchnął, uciekał, po raz kolejny popełniał ten sam błąd, cofał się w socjalizacji, nie spełniał oczekiwań... Kiedy już będziecie mieli taki moment w życiu WTEDY pomyślcie o wzięciu psa - pierwszego lub drugiego. I nie liczcie na to, że pies w magiczny sposób pomoże, że zmotywuje, poprawi humor, zadziała jak terapeuta i pomoże rozładować złe emocje. Nie liczcie na to, że paskudny humor jest tylko wyjątkiem, minie. Nie zwalajcie na psa odpowiedzialności za pracę nad własnym charakterem, podejściem, opanowaniem. Zastanówcie się jakby to było - ulewa i deszcze przez tydzień. Psa trzeba wyprowadzić, łapy umyć, mieszkanie posprzątać, sierść wysuszyć... A potem znowu wyjść na spacer ledwo skończyło się ostatnią czynność... I znowu... Niewiele czasu na ogarnięcie dnia - nauka, praca, zakupy - a psa wyprowadzić trzeba... Wyjazd ze znajomymi ? Co wtedy ze zwierzakiem ?
     To takie mówienie, że pies to nie tylko zwierzę, ale również styl życia to absolutna prawda. Człowiekowi zmieniają sie odrobinę priorytety, nastawienie, myślenie. Nie od razu. Stopniowo. Czasami ta zmiana jest trudna, wtedy pojawia się najwięcej wątpliwości. Niektórzy nie potrafią iść na kompromis. Męczą zwierzę, męczą siebie. Ciężko było nawet u nas. Pierwszy rok życia z Ptyśkiem był pierwszym rokiem życia z psem dla nas wszystkich. Po ponad 18 latach "bezpsiego" domu zawitał do nas pies. Zmiana rutyny, obowiązków, organizacji dnia oraz przyzwyczajeń. Lekko nie było, ale dzieliłyśmy ze Spiralą psa na pół i jakoś poszło. Kiedy wyjechałam, młoda poradziła sobie samodzielnie z niewielka pomocą rodziców.
     Czasami warto zaryzykować swój dotychczasowy styl życia, swoje gorsze dni, poświęcić się i zyskać coś czego tak na prawdę słowami określić się nie da.

2 komentarze:

  1. Jakie to prawdziwe.

    Ujęcie problemu - cud, miód, malinka, jeszcze raz gratuluję talentu.

    Pozwolę sobie udostępniać podlinkowywać ten wpis, gdy znajomi będą mnie sie pytać dlaczego nie oddam im swojego papsa, którego mam na tymczasie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czuje się zaszczycona i zachwycona tym, że kopiesz w naszej blogowej przeszłości i że ci się ona podoba :)
      szczerze mówiąc zapomniałam już o tym wpisie, ale patrząc na to z perspektywy czasu dalej uważam te słowa za prawdziwe.
      Na linkowanie oczywiście pozwalam a papsy na tymczasie myślę, że to zupełnie inny temat. Miałam ostatnimi miesiącami taki kocioł - a to szczeniak na tymczasie, a to pies znajomych, znowu tymczas - ogółem wiecznie Misza + jeden obcy.
      Strasznie po tym byłam zmęczona psychicznie, bo każdy z tych psów, w krótkich odstępach czasu, to inne przyzwyczajenia, inne niedociągnięcia w kwestiizachowania, inne problemy. I co i rusz trzeba było wychowywać, układać, nakreślać granice.
      Za przeproszeniem - ocipieć można :P

      Usuń